Wyścig z czasem

Jak sobie radzić z jazdą na rowerze w ruchu drogowym zdominowanym przez samochody, motocykle i ciężarówki? Kręcąc się trochę po Polsce w tę i z powrotem, zimą i latem, wiosną i jesienią, w deszcze i w upały , wiem że przez cały rok a szczególnie w niedzielę od godziny 13.00 należy uważać na drogach na kierowców, którzy tego dnia jada do teściów na rosół, a jeszcze bardziej na wracających po trzech lub czterech godzinach ponieważ wtedy mogą być nietrzeźwi albo wkurzeni, albo posiadający w organizmie dwa takie stany naraz . Albo Panowie drogowcy dokonujący w najmniej spodziewanym miejscu i najczęściej przy słabym oznakowaniu REANIMACJI JEZDNI. Nie ulega wątpliwości pojazdy spalinowe to w mniejszym lub większym stopniu właściciele drogi, natomiast rowerzyści tę drogę pożyczają. Najlepiej pożycza się ją o świcie, a zwłaszcza w weekendy…

Dlatego tak radośnie wstaje w niedzielę o 5:00 na trening 🙂 Samochodów jak na lekarstwo… Nikt nie krzyczy, nie trąbi… 🙂 Jednak chwile zapomnienia czasem dużo kosztują i żebym się tak bardzo nie cieszyła trener zafundował nam tego dnia kropelkę tego co nas czeka za rok. Test prawdy czyli jazdę indywidualną na czas na dystansie mini – 7 km. Czasówka sprowadza się do tego ile mocy zawodnik może wydobyć z siebie i utrzymać przez cały dystans, przy czym każdy jedzie indywidualnie po dokładnie tej samej trasie i podlega pomiarowi czasu.

W zwykłym wyścigu o dużej liczbie startujących w jakich do tej pory brałam udział, do jazdy pobudza każdy w peletonie, można odpocząć „siadając” komuś na kole. Po prostu łatwiej jest gonić kogoś niż samotnie uciekać. W indywidualnej jeździe, kiedy startujemy co minutę każdy jedzie samotnie walcząc tylko z czasem i żeby dobrze dawać sobie radę trzeba lepiej poznać jedynego przeciwnika jakim jest czas . Wiedziałam, że jeśli pojadę zbyt szybko na początku zmęczę się i więcej czasu stracę niż zyskam. Tempo to jednak kwestia doświadczenia, którego ciągle mi brak. Na mecie byłam wyczerpana… Może nie ma się co martwić na zapas, ale myśl, że do tego trzeba dołożyć jeszcze 173 km samotnej jazdy nie napawała optymizmem . Czeka mnie baaaardzo ciężka praca. Wiem jedno jazda na czas na stałe zagości w moim dzienniczku treningowym, gdyż uczy jazdy przy dużym obciążeniu, a przy tym bez zagrożeń, które powstają podczas jazdy w dużej grupie. A trener knuł, knuje i będzie knuć, naprawdę można się do tego przyzwyczaić

Jeśli pogoda dopisze to być może w Trzebnicy pierwszy raz w tym sezonie uda się pojechać „na krótko”. Nie licząc wczorajszego treningu z Michałem i Wojtkiem. Byłoby wspaniale! Może kilometry szybciej zlecą 😉

Oryginał na stronie:
http://www.rat.prw.pl/wyscig-z-czasem/

Rowerowo =)

Wiem trochę późno, ale nie chciałam narażać się niektórym niezadowolonym z życia tym postem. Sądząc po tym jaka burzę wywołał blog Michała. Choć nie wiem skąd się to bierze, bo przecież Polak obalił komunę, pomógł przewrócić mur berliński, wstąpił do NATO i UNII, fiaty robi lepsze niż Włosi, opla lepszego niż Niemcy i wygląda na to że z tej przyczyny jest co najmniej zdołowany. W tym kraju potrzebna jest potężna dawka optymizmu nie pesymizmu. Chociażby dla zachowania równowagi w przyrodzie

Ale do rzeczy, wszyscy na to czekali, po długich zimowych miesiącach żmudnego pedałowania w czterech ścianach przyszedł czas na sprawdzian formy i sprzętu – inauguracja tegorocznej edycji Bike Maratonu we Wrocławiu. Wydawałoby się pozornie łatwa trasa okazała się jednak nie lada wyzwaniem. Przenikliwe zimno, rzęsisty deszcz, wiatr i tony błota zmieniły trasę w prawdziwe piekło. Przemoczona i nieco zmarznięta czekałam na sygnał do startu i bez względu na to co miało mnie dalej spotkać na linii startu nie ma odwrotu 🙂 . Już po przejechaniu kilkunastu metrów okazało się, że płaskie odcinki zamienione zostały w bagno, w którym koła roweru bez względu na ogumienie po prostu grzęzły, było tak ślisko, że z trudem można było zapanować nad rowerem . Do tego głębokie kałuże przypominające sporych rozmiarów oczka wodne. Jazda za kimś na kole owocowała maseczką błotną na twarzy i brakiem jakiejkolwiek widoczności. Nauczyłam się też wiele ciekawych rzeczy o smakach błota Mój rower jakieś 8 km po starcie zaczął się buntować i nie chciał już wykonywać moich poleceń. Przerzutki przestały działać, koła przestały się kręcić. Nie uniknęłam też kontaktów z podłożem… jedno było na prostej błotnistej drodze na którą wpadaliśmy z dużą prędkością, gdzie w poprzek ścieżki leżała cała masa śliskich grubych gałęzi. Na szczęście dzięki miękkiemu lądowaniu skończyło się to tylko solidnym stłuczeniem mięśnia trójgłowego łydki. Chyba jeszcze nigdy nie miałam na sobie tyle błotka.

 Wyścig był dla mnie sprawdzianem przed zbliżającym się sezonem. Po chorobie nie wiedziałam na co będzie stać mój organizm. Wynik może nie powala na kolana- 7 w kategorii, ale i tak jest lepiej niż w zeszłym roku .

Niesamowite jest to, że wszystkie te przeszkody nie złamały zawodników – na starcie stanęło ich 1600 . Mimo ekstremalnych warunków, a może dzięki nim trasa okazała się jedną z ciekawszych i wredna pogoda nie zdołała tego zepsuć! Aż strach się bać co będzie w maju, bo podobno ma być ładnie …. choć trener pewnie nie pozwoli nam wystartować.

Oczywiście błoto było bezlitosne dla sprzętu. Zerwane łańcuchy, haki przerzutek czy choćby przebite dętki w takich warunkach zmuszały do niezwykle żmudnych napraw lub pieszych wędrówek do mety. A po wyścigu – wielogodzinne pranie, rozbiórka roweru i dokładne czyszczenie każdej części, wymiana klocków oraz niektórych elementów napędu.

Drogo. Ale za maseczki i kąpiele błotne trzeba przecież słono zapłacić

Na koniec zachęcam do obejrzenia kilku błotnych kadrów Magazynu Rowerowego z wrocławskiej edycji Bike Maratonu http://www.youtube.com/watch?v=PBMy4blr7-A&feature=youtu.be

Oryginał na stronie:
http://www.rat.prw.pl/rowerowo/

Pierwsze dni wiosny z ukochanym… ;)

Pogoda wreszcie zaczęła nieco sprzyjać treningom na zewnątrz. Można już porzucić znienawidzony trenażer i nieco przyjemniejsze zajęcia ze spinningu i przystąpić do testu… Razem dopiero 260km .

Wydaje się, że recepta na udany rower szosowy jest bardzo prosta… Sztywną konstrukcję z rurek stawiamy na mocnych, lekko obracających się kołach ubranych w cienkie oponki przystosowane do wysokich ciśnień. Dokładamy ”przyzwoite” komponenty i „jakąś” grupę osprzętu. Na koniec doprowadzamy linki i nawijamy owijkę. Ale jak ja się mogę na tym znać…do tej pory jeździłam tylko rowerem górskim

Waga 7,7 kg

Rama : Felt FC

-rozmiar : 54 

-materiał ramy : karbon

Widelec karbonowy

Manetki Sram Rival

Przerzutka przód/tył Sram Rival

Hamulce Sram Force 08-09

Korba Sram Force 50-36 172,5

Kaseta PG-1070, 10-rzędowa

Łańcuch PC-1071

Kierownica/mostek 44 BBB RoundBar Clasic BHB-32/ BBB RoadDrive BHS-51

Siodło/sztyca BBB CompDesign Wide BSD-09W/BBB Race Post czarny

Koła Mavic Aksium WTS

Opony Mavic Aksion

Owijka Sram korkowa Make The Lap

Pedały szosowe BBB Comp Dynamic BPD-06

Muszę Wam przyznać, że po przejechaniu pierwszych kilometrów chciałam zwrócić rower z powrotem do sklepu. Po przesiadce z poczciwego górala stwierdziłam, że nie wiem jak na takim twardym siodełku można jeździć Na początku odczułam, a w zasadzie moje nadgarstki odczuły specyficzną, mocno pochyloną pozycję. Miałam wrażenie że zaraz zaryję zębami w chodnik. Po zetknięciu z polskimi drogami przypominającymi fale Dunaju i kostką brukową miałam wrażenie kilku godzinnej pracy z młotem pneumatycznym. Ale teraz po ponad 200 km nawet ubite leśne ścieżki są do przejechania, a co do dziurawych dróg, wszystko da się przeżyć.

Drugie wrażenia bardzo pozytywne, szosa to najefektywniejszy i najszybszy rower do poruszania się po twardej nawierzchni. W stosunku do MTB prędkość średnia dramatycznie wzrasta a dystanse znacznie się wydłużają. Ale to nie znaczy, że nie brakuje mi błota oraz całej masy kamieni i korzeni .

W prowadzeniu mojego Felcika daje się wyczuć sporą nerwowość, rower jest niezwykle szybkoskrętny i lekki. Nawet małe przeniesienie ciężaru ciała w bok już indukuje zakręt. Co ciekawe, w codziennym użytkowaniu nie przeszkadza to bardzo – trzeba tylko o tym pamiętać i mocno trzymać kierownicę szczególnie przy dużym wietrze . Na dłuższych trasach potwierdza się wygodna pozycja, dodatkowo poparta bardzo dużym komfortem jazdy. Klamkomanetki zostały tak wyprofilowane, że w „górnym chwycie” chce się jeździć cały czas – dłonie nie cierpną. Komfort – w przypadku roweru szosowego amortyzowanie i tłumienie drgań – zapewniają karbonowe komponenty. Rama , karbonowa sztywna i wytrzymała przy relatywnie niskiej masie skutecznie tłumi drgania. Widelec i kierownica dbają o ręce.

Samo siodło ma zdecydowanie sportową sylwetkę – jest dość wąskie i twarde. Trzeba dużo czasu, żeby się do niego przyzwyczaić.
W czasie testu nie miałam żadnych problemów z kołami – okazały się być wystarczająco sztywnymi, a opony świetnie trzymały się polskich dróg. Do treningów wystarczą, docelowo jednak trzeba zaopatrzyć się w coś lepszego.
System zatrzymywania roweru na szosie w porównaniu z hamulcami tarczowymi stosowanymi w MTB to raczej spowalniacze , ale można nimi zatrzymać rower .
Najmocniejszym punktem tego roweru jest napęd do którego szybko się przyzwyczaiłam. Całość działa bardzo płynnie. W klamkomanetkach Sram do wrzucania na większe tryby i zrzucania na mniejsze służy ta sama dźwignia umieszczona za klamką hamulcową. Chcąc zmienić bieg nie trzeba zmieniać ustawienia dłoni. Dobór przełożeń jest odpowiedni na płaskie jak i górskie trasy. Manetki są bardzo wygodne, zapewniają błyskawiczną zmianę przełożeń za pomocą jednego palca, bez użycia siły. Umożliwiają również redukcje biegów z pozycji dolnego chwytu, niby szczegół, a jednak…

Lekkość, szybkość, sztywność, precyzja … czujesz jakbyś płynął po drodze bez większego wysiłku, choć tętno wskazuje inaczej . I jak tu się nie zakochać ;D ?

P.S Na zakończenie chciałabym podziękować wszystkim pracownikom Harfy-Harryson za pomoc, a szczególnie mechanikom którzy spisali się na medal.

Oryginał na stronie:
http://www.rat.prw.pl/pierwsze-dni-wiosny-z-ukochanym/

Dieta sportowca

W sportach wytrzymałościowych takich jak kolarstwo, biegi maratońskie, triathlon, itd. o osiąganych wynikach decydują 3 najważniejsze czynniki: trening, regeneracja po treningu i odżywianie.

Po solidnym treningu wreszcie prawdziwa uczta! Moja dzisiejsza obiadokolacja (nie wszystko, moje jest tylko 40% ). Kompozycja własna. Nie ma to jak solidna porcja białka w postaci grillowanego steka, najlepiej wołowego ! Może nie wygląda… ale było naprawdę smaczne . Odrobina czosnku i parmezanu ze wszystkiego potrafi uczynić cudo . Mniam…

Okazuje się, że bezbłędnie rozpoznaję co jest dla mnie najlepsze. Jeśli coś bardzo mi bardzo smakuje-jak pizza czy makaron-na pewno tuczy. A wszystko co zjadłabym na końcu jak kiełki, sałata albo grejpfruty jest najmniej kaloryczne i zdrowe Hmm… rozumiem, szczupły znaczy szybszy. Ale co zrobić gdy nie jest się wyczynowym sportowcem, który jest pod stałym nadzorem dietetyków? Ile właściwie powinien ważyć triathlonista i jaki odsetek jego wagi powinien stanowić tłuszcz? Jaki stosunek mięśni do masy ciała powinien mieć biegacz? Jaką rolę w diecie maja suplementy?

Bezradna i nieco zdezorientowana kilka tygodni temu trafiłam na książkę Matta Fitzgeralda „Waga startowa”. Przyznaję autor udzielił mi podpowiedzi i krok po kroku wyjaśnił, jak zbudować własny program żywieniowy, który przyniesie optymalną wagę w dniu najważniejszego startu w sezonie.

Według Matta, nie ma jednego przepisu, który sprawdziłby się w przypadku każdego z nas. Prawdziwym źródłem mocy, wytrzymałości i kluczem do sukcesu jest zrozumienie procesów zachodzących w organizmie. Matt Fitzgerald nazwał to „spójną wiadomością” wysyłaną ciału: „zachowaj mięśnie, pozbądź się tłuszczu i wznieś na wyżyny swoich możliwości sportowych”.

Jeżeli odchudzamy się, równolegle wydatkując dużo energii, możemy ograniczyć dzienne zapotrzebowanie kaloryczne nie więcej niż o 500 kcal. Jeżeli ograniczenie będzie większe, organizm zamiast redukować tłuszcz, będzie (o zgrozo!) „zjadał” mięśnie oraz pozbywał się wody. „Drastyczne ograniczanie kalorii, wielogodzinne pedałowanie z umiarkowaną intensywnością lub połączenie obu tych środków, nawet jeśli zlikwiduje zasoby tkanki tłuszczowej, to równocześnie pozbawi siły” – pisze Fitzgerald.

Natomiast Loren Cordain i Joe Friel autorzy „Diety dla aktywnych” piszą, że sportowcy powinni starać się, aby spożywana przez nich ilość węglowodanów odpowiadała ich zapotrzebowaniu na energię wynikającemu z indywidualnych programów treningowych oraz pozwalała na odpowiednie uzupełnienie zapasów węglowodanów w czasie regeneracji między treningami i zawodami. Dzielą zatem dzień na 5 etapów do każdego dostosowując odpowiedni sposób odżywiania, tak aby powrót do pełni sił następował szybciej, a wyniki były coraz lepsze. Książka zawiera też kilkanaście bardzo łatwych do przygotowania pysznych przepisów.

Podsumowując, po przeczytaniu całej masy mądrości dowiedziałam się, że czarodziejska dieta … nie istnieje :] . Wniosek z tego taki, trzeba być otwartym na nowe smaki i nowe przepisy kulinarne. Wykorzystywać przy tym maksymalnie produkty sezonowe, jak najmniej przetworzone . W każdym posiłku należy uwzględniać owoce i warzywa . Kluczem do sukcesu jest uważnie obserwować swój organizm, eksperymentować na treningach i między nimi, żeby później w trakcie zawodów nie było niespodzianek…

Pamiętaj przed treningiem unikaj produktów bogatych w błonnik, jedz węglowodany, im więcej czasu dzieli cię od startu, tym niższy indeks glikemiczny powinny mieć twoje pokarmy. Odwodnienie pogarsza wyniki w przypadku większości dyscyplin, należy więc zadbać o odpowiednie nawodnienie przed, w trakcie i po występie. W przypadku długich ćwiczeń płyny powinny zawierać węglowodany. Należy też pamiętać o sodzie w przypadku obfitego pocenia się, szczególnie jeśli ćwiczenia trwają ponad 2 godziny.

Korzystanie z suplementów nie zrekompensuje złych decyzji żywieniowych i nieodpowiedniej diety. Wszyscy autorzy podkreślają „Ostry trening niszczy organizm, musisz mu pomóc w regeneracji, zadbać o sen czy suplementy, które jednak mają być tylko dodatkiem, a nie podstawowym źródłem witamin i minerałów”. Pomyśl o traconym podczas treningów wapniu, aby nie pogorszył się stan twoich zębów i kości. Glutamina natomiast pomaga w procesie odbudowy tkanki mięśniowej, wzmacnianiu układu odpornościowego i przyśpieszaniu regeneracji organizmu po dużym wysiłku.

Na koniec ważne, aby nasze postępy oceniać raczej w centymetrach czy licząc dziurki w pasku niż kilogramy na wadze. Bo jeśli intensywnie ćwiczysz chudniesz w obwodach, ale kształtujesz mięśnie, które ważą swoje czyli są cięższe od tłuszczu.

A wszystko w myśl zasady…że jedzenie może być nie tylko źródłem radości w życiu, ale również sukcesów w sporcie .

Smacznego

Matt Fitzgerald, WAGA STARTOWA, Jak zeszczupleć, by poprawić wyniki sportowe. Plan 5 kroków dla sportowców wytrzymałościowych, Wyd. Inne Spacery, Zielonka 2012;

Loren Cordain, Joe Friel, DIETA DLA AKTYWNYCH, Wyd. II Buk Rower, 2010

Oryginał na stronie:
http://www.rat.prw.pl/dieta-sportowca/

Do biegu gotowi…:)

Słabe nóżki, oj słabe…chłopaki nie dali mi żadnych szans i zostawili tuż po starcie, ale niespodziewanie dla mnie na mecie czekała mała nagroda… 

 

Niedziela była jak gwóźdź do trumny – 120 km po szosie We wtorek basen. Z ciekawości chyba zrobię sobie obdukcje po ćwiczeniu, które polega na utrzymaniu tempa kraula w momencie gdy osoba płynąca za nami za wszelką cenę usiłuje nam w tym przeszkodzić. Dziś na treningu nogi całkowicie odmawiają posłuszeństwa, a jedyną częścią ciała która nie sprawia mi dolegliwości bólowych są rzęsy Całe szczęście, że wymyślono saunę

Testy do Magazynu Rowerowego już zakończone, o czym możecie przeczytać w kwietniowym wydaniu, a poniżej obiecane fotki. Zapraszam do lektury 🙂 http://www.magazynrowerowy.pl/

 fot. Michał Kuczyński, Hania Tomasiewicz

Testy mojego Felcika trwają. Na liczniku 160km. Szczegóły wkrótce …

Oryginał na stronie:
http://www.rat.prw.pl/do-biegu-gotowi/

Rower szyty na miarę

Do tej pory myślałam, że liczy się dla mnie tylko rower górski, a na szosę przeniosę się dopiero na emeryturze tymczasem bieg ostatnich wydarzeń sprawił, że musiałam zmienić zdanie i zdecydować się już teraz na kupno roweru szosowego.

Wiadomym jest, że dopasowanie roweru do jego użytkownika nie jest łatwe. Dobór ramy do wzrostu to już dziś nie wszystko. Odpowiednio dobrany rower stanowi o komforcie jazdy i przekłada się na późniejszy wynik sportowy. Kolarz stanowi siłę napędową, jednak źle dobrany rower potrafi każdego skutecznie zniechęcić do treningów.

W swoich poszukiwaniach trafiłam do sklepu rowerowego Harfa – Harisson. Od marca przy pomocy specjalistycznego sprzętu pracownicy sklepu przeprowadzają pomiary których celem jest dostosowanie wymiaru roweru do indywidualnych cech anatomicznych rowerzysty.

Korzyści wynikające z przeprowadzenia badania odczuje każdy , w szczególności osoba, która odczuwa jakikolwiek dyskomfort w czasie jazdy.

Cały zabieg nie zajmuje wiele czasu, trwa około pół godziny.

Pierwszym etapem jest wywiad, w którym doświadczony sprzedawca poznaje oczekiwania i preferencje badanej osoby. Dokonuje również pomiarów sylwetki, uwzględniając wszystkie istotne szczegóły anatomii.

Na koniec zebrane pomiary zostają wprowadzone do komputera, który po przeprowadzeniu dokładnej analizy pozwala dobrać właściwe komponenty naszego roweru, takie jak wielkość ramy, szerokość kierownicy, długość korby, wysokość siodełka a nawet długość i kąt mostka.

Do naszych rak trafia gotowy wydruk z sugerowanymi wymiarami komponentów.

Teraz pozostaje nam przeanalizowanie oferty sklepu i wybranie komponentów, które najlepiej nam pasują (pod względem wyglądu, ceny, marki).

Wybrane komponenty trafiają do działu serwisu z którego za sprawą dzielnych (według mnie najlepszych w mieście) mechaników już po kilku dniach odbierzemy swój nowy rower szyty na miarę.

 

Już nie mogę się doczekać mojej pierwszej szosy…

Dla klientów sklepu Harfa- Harrison, którzy zdecydują się na zakup roweru badanie jest bezpłatne.

Początki są zawsze trudne…

 Moja nauczycielka gry na fortepianie mawiała:

„Jeśli nie ćwiczy się jeden dzień następnego dnia czyje się różnice.
Jeśli nie ćwiczy się dwóch dni różnice spostrzegają Twoi przyjaciele,
Jeśli nie ćwiczy się trzech dni braki zauważa publiczność.”

Każdy sport wymaga poświęceń. Morderczych treningów, na których wylewasz tony potu. Mozolnie powtarzane ćwiczenia pozwalają osiągnąć zamierzone cele. Czas, który na to poświęcisz nigdy nie jest stracony. Jednak czasem przychodzi cos, czego nie jesteś w stanie przewidzieć. Kontuzja, choroba i czasem cały ten proces trzeba powtarzać niemal od początku.
Słowa mojej nauczycielki okazały się prorocze. Tak było również w moim przypadku. Po kilku dniach choroby i faszerowania się lekami moja forma spadała wprost proporcjonalnie do ilości godzin spędzonych w łóżku. Nawet po ustąpieniu objawów choroby 15 minut na trenażerze było dla mnie prawdziwym wyzwaniem.

Jednak jak boli to dobrze, znaczy się ze się ćwiczyło! Treningi zaczynam czuć w mięśniach i kościach – znaczy, że się już nie „obijam” . A w planach marszobiegi, rower, ćwiczenia siłowe, a wszystko pod okiem trenera. Bo nie ważne by ćwiczyć, ale by ćwiczyć prawidłowo.

W tak zwanym międzyczasie odwiedza mnie ekipa Magazynu Rowerowego. Robimy sesje zdjęciową, która opowiada o nowościach firmy Felt na nowy sezon 2012. Mam nadzieje, że już niebawem będę mogła pochwalić się rowerem na nowych komponentach. W tym przypadku musze powstrzymać się z opublikowaniem zdjęcia do momentu ukazania się numeru kwietniowego Magazynu Rowerowego:)

Tak wiec pracuję, pracuję, pracuję…. , bo marzenia się spełniają, ale nie za darmo.

 Oryginał na stronie:
http://www.rat.prw.pl/poczatki-sa-zawsze-trudne/

Chora

Każdy wyścig jest morderczy, niezależnie od rangi imprezy. Jednak dużo większym bólem jest konieczność rezygnacji ze startu, gdy nie pozwala na to zdrowie.

Niestety zmuszona byłam odpuścić start w Biegu Piastów, do którego przygotowywałam się przez ostatnie tygodnie . Niepozorne przeziębienie, które spodziewałam się zwalczyć w maksimum 3 dni niestety nie odpuszcza. Gorączka, ból gardła i ogólne osłabienie uniemożliwiają mi przeprowadzenie jednego sensownego treningu, wiec kolejny dzień muszę spędzić w łóżku. Zaczyna mnie martwić nie tyle osłabienie chorobą co długa przerwa w trenowaniu, ale jako że nic nie mogę na to poradzić staram się uzbroić w cierpliwość. Kolejne zawody za kilka tygodni, wiec jest jeszcze szansa.

Oryginał na stronie:
http://www.rat.prw.pl/chora/ 

Witam serdecznie :)

Wstaję z kurami, wracam z kurami prawie od miesiąca… Pogodzić pracę i treningi nie jest prosto. Dodatkowo jeśli pod uwagę weźmie się trzy dyscypliny sportu, a trening każdej z nich odbywa się dwa razy w tygodniu to łatwo sobie wyobrazić, że na pozostałe rzeczy kompletnie brakuje czasu . Więc mój dom niedługo zarośnie kurzem, a przecież to dopiero początek!
Musze napisać, że z naszego trenera to prawdziwy Gentleman… W walentynki przysłał zaproszenie do Aquaparku, lecz zamiast sauny i jacuzzi zafundował nam morderczy wycisk na basenie, z uśmiechem twierdząc, że to dopiero rozgrzewka! Zapewniam wszystkich, w wodzie także można się spocić . Niedługo 8 marca…aż strach pomyśleć co nas czeka!

P.S. Korzystając z okazji chciałabym na 1,5 roku pożegnać wszystkich znajomych.
Trzymajcie kciuki

Oryginał znajduje sie na stronie :
http://www.rat.prw.pl/witam-serdecznie/