Wejście w dorosłość ;)

Jak rodzi ci się dziecko, to przyczepność do podłoża zwiększa się o sto procent. Wcześniej czułam jakbym przyleciała tu na gumce z kosmosu. Co za wstrętny świat. Myślałam tylko o sobie, co by tu jeszcze zrobić ze swym życiem by miało sens. Wymyślałam nowe triathlony, maratony, coraz droższe zabawki i tak bez końca.Teraz jest inaczej: odpowiedzialność za dziecko to coś zupełnie nowego. Jestem dla niego główną dystrybutorką tego świata. Nareszcie nie myślę tylko o sobie.

Dostrzegłam w życiu nowe wartości, które się liczą…

Na przykład przestałam przejmować się głupstwami. Tym, że Michał ma zły humor ;), tym, że sąsiad krzywo się spojrzał, tym, że forma spadła i wszystkie moje rywalki są trzy przystanki tramwajowe dalej. Prawdziwe życie czeka w domu i uśmiecha się gdy tylko przekroczę próg domu.

Prawdziwy problem to na przykład choroba dziecka, ale już nigdy kłopotem nie będzie to, że ktoś mnie nie lubi, że może się starzeje, że nie mogę zrealizować treningu, że przed zawodami zżera mnie stres, że zaczynają mi wypadać włosy albo na głowie pojawiają się białe nitki i że nie mam pianki do pływania.

Kumpel z grupy martwi się, że nie zdobył koma. Inny cieszy się bo kupił czasówkę z elektronicznymi przerzutkami i szalenie go to bawi.

Przyglądam im się pobłażliwie.

Kto by się przejmował takimi głupotami.

To chyba znak czegoś ważnego.

Wreszcie dorosłam, choć w codziennym rozgardiaszu nawet tego nie zauważyłam 😉