3 w 1 ?

Tym razem mój post pojawił się na łamach Bike Magazyn

Zapraszam do lektury 🙂

Zdjęcia: Michał „Wąski” Kuczyński

Never again…

W podstawówce miesiącami śledził mnie kolega ze szkoły, który czaił się za drzewami, wyrywał tornister, bo chciał mi go nosić. Typek ten okropnie mnie stresował, ale ponieważ wychowywano mnie na grzeczną dziewczynkę, która nie kabluje, to nie miał mi kto powiedzieć, że istnieje takie zjawisko jak stalking i powinno się z nim walczyć. Ja mogłam jedynie wykazać się znajomością pisma technicznego, którego nauczono nas na ZPT, oraz szydełkowaniem.

W podstawówce zapomniało się nam dziewczynkom powiedzieć, że warto nie robić z siebie ofiary i nauczyć się mówić “nie”. Tak oto wyrastałyśmy w przekonaniu, że mężczyzna jest silny, a kobieta słaba. Nic dziwnego, że będąc dorosłe nie potrafimy docenić swojej siły. Jak przeżyć zawód miłosny i nie podciąć sobie żył? Z takim pytaniem w mojej podstawówce nie mogłyśmy się zgłosić do pani wychowawczyni, gdyż jej miłością była matematyka i bursztyny. Same musiałyśmy rozwalać przekonanie o własnych ograniczeniach. Wstając o piątej rano, by ćwiczyć swe ciała, kładąc się po zrealizowaniu stu projektów. Nie pamiętam ile razy wpadałam pod prysznic, podpierając się nosem, żyć mi się nie chciało. Albo ile razy wracałam do domu tak padnięta, że nie bardzo rozumiałam co do mnie mówią domownicy. Długo trwało zanim przekonałam się, że “słaba płeć” wcale nie jest słaba i że kobiety zasługują na to wszystko, co mężczyznom przychodzi niemalże od niechcenia J. Taki jest właśnie jeden ze skutków ubocznych Ironman’a! Poczucie własnej mocy, które przenosi się na inne dziedziny. Bo skoro o własnych siłach mogłam pokonać dystans 226 kilometrów, to czego jeszcze mogę dokonać !?!

Jakkolwiek teraz wygląda mój hurra optymizm, z pewnością nie dotyczył on pierwszych dni po IM…

Po Ironmanie ciało dziwnie pęcznieje. Wszystko wydaje się opuchnięte i rozdęte od nadmiaru płynów. Wyglądem przypominałam jednego z bohaterów programu „Przybysze z Matplanety”,

 image

a podniesienie się z muszli sedesowej wydawało się karkołomnym przeżyciem. W ciągu kilku dni te objawy ustępują przez co można odnieść mylne wrażenie, że już doszło się do siebie. Ale oprócz tych powierzchownych zmian, udział w IM wywołuje znacznie głębszą rewolucję. Aby się w pełni zregenerować potrzeba więcej czasu, zaś świadomość tego procesu nie jest wcale tak oczywista, o czym mieliśmy się wkrótce przekonać…