3 w 1 obóz triathlonowy

Triathlon jest modny i nawet jeśli sami nie zaczęliście go trenować, zapewne wielokrotnie zastanawialiście się, jak to jest możliwe, że amatorzy są w stanie uprawiać trzy dyscypliny „na raz”. Bike Magazyn poprosił, o podzielenie się swoimi doświadczeniami…

Na początku przygody z triathlonem wielu z Was może zniechęcić brak konkretnej wiedzy jak rozpocząć treningi do tej wytrzymałościowej dyscypliny sportu, w skład której wchodzi pływanie, kolarstwo oraz bieg. Gdybyś próbował połączyć trzy odrębne plany  treningowe, po jednym dla każdej z  tych konkurencji, najpewniej pojawiłby się problem przetrenowania. Dlatego tak istotne jest umiejętne połączenie trzech dyscyplin w jedną – a co za tym idzie w jeden plan treningowy, którego konsekwencją będzie poprawa wyników, jednak nie kosztem pojawienia się kontuzji wywołanej przemęczeniem.

Kiedy zaczynałam swoją przygodę z triathlonem trenowałam zbyt mocno w dni treningu tlenowego, natomiast niedostatecznie w dni gdy powinnam
dać z siebie wszystko, naturalnie byłam na to zbyt zmęczona. Cała moja wiedza streszczała się w haśle: „ Bez wycisku nie ma zysku. Idź na całość a potem walnij się odpocząć”. Aż tu nagle dowiedziałam się od Trenera, że jest inaczej. Musiałam nauczyć się trudnej sztuki odpoczywania…

Dlatego każdy sezon przygotowawczy powinniśmy rozpocząć od wyznaczenia  stref tętna, które pozwolą nam osiągnąć zamierzony cel.  Następnie każdy trening realizujemy z głową, czyli zwracamy uwagę na takie parametry jak : tętno, kadencję , tempo , dystans oraz odczucia. Czyli na to co mówi nam nasz organizmy – przez wielu jest to zapomniany parametr, jednak dla mnie jest jednym z najważniejszych.

Mój plan treningowy tak samo jak rower – skrojony jest na miarę i składa się z czterech podstawowych rodzajów treningów:
– spokojnych sesji o charakterze aerobowym, w trakcie których tętno nie szybuje do najwyższego poziomu
– sesji siłowych, bazujących  na ćwiczeniach w rodzaju cyklicznych podjazdów na rowerze, podbiegów albo pływania w płetwach czy łapkach
– sesji szybkościowych , wykonywanych w tempie odpowiadającym tempu na zawodach
– sesji interwałowych, opierających się na krótkich, ale bardzo intensywnych ćwiczeniach na granicy możliwości organizmu, wykonywanych w tempie przekraczającym tempo startowe.

Te ostatnie są naprawdę ciężkie, ale bardzo szybko mijają ;).

Im dłużej trenujesz, tym plan treningowy coraz bardziej „pęcznieje” . Bywają okresy, gdy w ciągu jednego dnia, ćwiczysz dwukrotnie. W tym wypadku odpoczynek jest szczególnie ważny. Dlatego szalenie istotne jest, aby między poszczególnymi sesjami zachować minimum 6 godzinną przerwę.

Mój  typowy dzień zaczyna się od  przepłynięcia średnio trzech kilometrów. Z basenu  pędem do pracy. Po powrocie do domu zakładam adidasy, wychodzę pobiegać, kiedy kończę jest dziewiąta wieczorem. I tak siedem dni w tygodniu. Odmianę stanowią różne sesje treningowe i sposób, w jaki łączą się one ze sobą. Czasami, aby przełamać rutynę, Trener organizuje nam tzw. „zestaw niespodziankę”. I tak w prezencie gwiazdkowym mieliśmy do przepłynięcia 50x100m w tempie 1:45-1:50. Innym razem
musieliśmy zrobić 440 pompek…W weekendy zawsze mamy do pokonania długi dystans na rowerze i długie wybieganie albo trening zakładek.

Po takim weekendzie, a praktycznie po każdym treningu, organizm powinien się zregenerować . Regeneracja jest jak czwarta dyscyplina
triathlonu. Nie trenując jej nie masz szans na dobry wynik. Dlatego właśnie zmieniłam swoje podejście i zaczęłam trenować odpoczynek! Muszę przyznać, że jest to prawie tak ciężkie jak sesja interwałów : )

image

Pamiętaj, że to nie ciężki trening rozwija twoje ciało, a regeneracja podczas której twój organizm powoli się odbudowuje, przygotowując
do podjęcia kolejnego wyzwania . Tak więc, jeśli ktoś pyta mnie ile trenuje – z czystym sumieniem odpowiadam 24h na dobę.

Sklepowe półki uginają się od książek poruszających ten problem, choć tak naprawdę każdy z nas musi w sobie odnaleźć metodę najbardziej
skuteczną. Dla jednych będzie to czytanie książek na kanapie, dla innych wycieczka rowerowa . Ja trzymam się jednej zasady „ Jeśli biegniesz, a możesz iść – idź, jeśli idziesz, a możesz usiąść – usiądź , jeśli siedzisz, a możesz leżeć – połóż się,  jeśli leżysz, a możesz spać –śpij : )”. Uwaga – wizyta w galerii handlowej w okresie promocji i wyprzedaży to nie regeneracja! : ) Regenerujesz się w spoczynku, choćby na
kanapie z ulubioną książką. Jeśli chodzi o sen mam system taki bardziej jak rolnik. Wschodzi słońce, idę w pole do roboty, zachodzi – zbieram się do odpoczynku.

Ostatnich kilka minut każdego treningu ( 10% całości czasu poświęconego na główną cześć treningu) poświęcam na schłodzenie organizmu;
chodzi o bardzo spokojne pływanie, pedałowanie albo truchtanie. Następnie dokładnie rozciągam wybrane partie mięśni. Jeśli po treningu nie mam na to czasu, poświęcam temu kilka minut wieczorem.

W typowym planie treningowym sugerowałabym jednodniową przerwę od ćwiczeń co siedem, dziesięć dni. Jednak jak już pisałam wcześniej , bardzo ważna jest umiejętność słuchania własnego organizmu. Jeśli podczas treningu coś podpowiada Ci, iż watro przebiec mniej niż zaplanowałeś – może
warto tak zrobić . Nasze ciała są mądrzejsze niż nam się wydaje i bardzo często słuchając  ich uchronisz się przed przetrenowaniem lub kontuzjom . Nie należę do osób co sobie pobłażają, jednak już nie raz doprowadziło mnie to do poważnych konsekwencji – dlatego ucz się na błędach innych  : ).

Bardzo pomocne są kompresyjne ubrania sportowe, które możesz stosować w trakcie jak i po wysiłku – poprawiają krążenie krwi, przyśpieszają
usuwanie produktów przemiany materii i usprawniają prace mięśni. Po zastosowaniu skarpet  uciskowych ból łydek, z którym nie mogłam sobie poradzić, odpuścił zupełnie. Dobrym sposobem na regenerację jest także masaż, jeśli znajdziesz nań czas i środki.

Kolejne kwestie to oczywiście właściwe odżywianie i nawadnianie. Niektórzy pytają mnie o współpracę z dietetykiem. Zawsze odpowiadam, że jeśli miałabym nadmiar pieniędzy, to ja z przyjemnością zatrudniłabym…fizjoterapeutę! Nie lubię witamin w tabletkach , odżywek i tego typu cudactw. Wszystko co potrzebne staram się dostarczać naturalnie. Na treningach jestem ascetką. Za to od dziecka uwielbiałam jeść, i szybko odkryłam, że zdrowa dieta może zawierać właściwie wszystko, byle z umiarem. Tak więc nie wyeliminowałam z diety żadnych potraw. Kilka kostek gorzkiej czekolady dziennie na pewno mi nie zaszkodzi. Kawałka pizzy czy szarlotki także nie odmówię. Aha i do wszystkiego dodaje oliwę z oliwek, nawet do owsianki. Cała sztuka polega na tym, by mieć świadomość na jakim paliwie twój silnik działa najlepiej. W tej materii cały czas się uczę.

Mimo starań, by zmniejszyć zmęczenie, nadal będziecie przystępować do niektórych treningów, czując lekką ociężałość w nogach i brak pełnej mocy. To normalne i w rzeczywistości zwiększa kondycję dzięki procesowi który nazywa się – superkompensacją . Jednak nie powinno to mieć miejsca  zbyt często. Podsumowując, jeśli nie jesteście pewni co robić – róbcie mniej.

 

Jak wytrwać i nie zwariować

Ludzie często pytają, czy się nie nudzimy , trenując tak dużo. Oczywiście, że zdarza nam się mieć dosyć, a niektóre sesje dają więcej satysfakcji niż inne. Kiedy w sobotę rano wracasz do domu po ostrej trasie rowerowej i padasz na kanapę, bardzo trudno jest zmusić własne ciało znów do wyjścia na półtoragodzinne wybieganie. Są dni kiedy myślisz sobie: „Byłoby super, gdybym mógł/mogła dzisiaj obejrzeć finał Giro di Italia zamiast iść na trening” i przez chwilę tęsknisz za innym trybem życia. Wiesz jednak, że gdyby cokolwiek się zmieniło – złapałbyś kontuzję czy infekcję, rozpaczliwie pragnąłbyś wrócić do treningów.

Jestem tak przyzwyczajona do naszego planu treningowego, że gdybym nie poszła w czwartkowy poranek  na rower, mój mózg nie wiedziałby, co jest grane! 😉

Oczywiście są jednostki które robi się z uśmiechem na twarzy i takie które trzeba odbębnić, aby forma szła w górę. Dla mnie tym najgorszym ogniwem triathlonu jest trening pływacki. W trakcie sesji możesz tylko gapić się na przelatujące płytki lub czarną linię rozciągającą się przed tobą a poczucie spełnienia wynika jedynie z tego, że przepłynęło się założony dystans. Owszem możesz rozpisać sobie zadania na kartce i przylepić ją do brzegu basenu, ale nic nie zastąpi trenera i grupy, która będzie trenować razem z Tobą. Dzięki temu nie kojarzysz tego , gdzie jesteś, z tym , co masz do zrobienia. Nie myślisz-po prostu wskakujesz do wody i płyniesz jak inni. Żeby to przetrwać dzień za dniem, naprawdę trzeba dobrej ekipy. Stajesz na początku toru a trener krzyczy: „Start za 10 sekund!”. Nie masz czasu na myślenie. Nie musisz planować ani martwić się o kolejne 3 tysiące metrów. To się dzieje samo! 🙂

Jeśli jazda na trenażerze wydaje Ci się nudna a pogoda za oknem przekonuje, że może lepiej zasiąść przed telewizorem – wtedy wystarczy pomyśleć o tym iż inni z Twojej grupy właśnie umówili się na MTB – 10 minut później sama siedzę na rowerze i pędzę na miejsce spotkania. Bo kiedy indziej, jako triathlonistka, mogłabym spędzić trochę czasu z przyjaciółmi i pogadać jeśli nie na rowerze? Kiedy indziej mogłabym pozwolić sobie na to, żeby siedzieć pół godziny w kawiarni poza miastem, jedząc ciasto, pijąc gorącą czekoladę i rozmawiając o niczym? Treningi kolarskie bywają żmudne i mordercze, monotonne i samotne. Jednak bywają i takie które są w 100 % fajną zabawą. Dlatego jeśli tylko mam okazje dołączam do wspólnych treningów z grupą znajomych.

Pisałam kiedyś, że wieloletni trener Chrissie Wellington (czterokrotnej mistrzyni świata w zawodach Ironman) powiedział jej kiedyś, gdy traciła wiarę w swoje możliwości, że niektóre treningi są jak diamenty, a inne jak kamienie, ale każdy z nich jest skałą budującą fundament formy. Przywołanie w myślach tego zdania pozwala mi cieszyć się treningiem nawet wtedy, gdy wszystko idzie jak po grudzie.

Przecież nikt nie powiedział, że będzie łatwo! Niezależnie od wszystkiego staram się pamiętać o kilku ważnych zasadach:

BĄDŹ KONSEKWENTNY

Nie jest łatwo znaleźć czas na regularne treningi kiedy pracujesz-ale nie ma sensu trenować jak wół w jednym tygodniu i prawie wcale w kolejnym. Bardziej skorzystasz ćwicząc cztery tygodnie po 14 godzin tygodniowo niż na zmianę po 30 godzin w jednym tygodniu i 5 w kolejnym. Zasada ta odnosi się zarówno do liczby godzin treningu jak i do jego intensywności.

TRENUJ  W TOWARZYSTWIE

Łatwiej jest ciężko trenować jeśli nie robi się tego samemu. Jeśli wiem, że mogę spotkać na bieżni trenera oraz drużynę i wspólnie ostro pobiegać- czuję, że dam radę. Towarzystwo jest jeszcze ważniejsze, jeśli pracujesz. Kiedy wracasz z pracy o 17:30, zmęczony i głodny, prawdopodobieństwo, że uda ci się pójść pobiegać jest znacznie większe, jeśli zamierzasz robić to wspólnie z kolegom. W końcu ustali wam się rytm treningów, który będziecie mogli wpisać do kalendarza.

image

STAWIAJ SOBIE CELE

Mam szczęście – kocham to co robię – ale myślenie o wyznaczonym celu bardzo pomaga. Kiedy wyciskasz z siebie siódme poty na treningu musisz wiedzieć, po co to robisz- na przykład, żeby być w jak najlepszej formie na zawodach za pięć  miesięcy. Stawiaj sobie też dużo celów krótkoterminowych. W kwietniu 2013 nie myślałam o Ironmanie w Klagenfurcie ale o jak najlepszym występie w Czechmanie, miesiąc wcześniej.

DBAJ O RÓŻNORODNOŚĆ

Postaraj się, aby twój plan treningowy był urozmaicony. Jedź  w góry, skorzystaj z propozycji obozów treningowych. Dbaj o różnorodność. Twoje ciało i umysł jej potrzebują. My urozmaicamy treningi, jeżdżąc w różne miejsca- w innym wypadku 50 tygodni identycznych ćwiczeń, trwających od października, byłoby nie do wytrzymania.

image

SŁUCHAJ SWOJEGO CIAŁA

Nie traktuj planu treningowego jako świętości, której należy bezwzględnie przestrzegać, lecz jako zbiór wytycznych dostosowywanych do Twojego samopoczucia w danym dniu, ilości dostępnego czasu i wyznaczonych celów. Wstrzymanie się z treningiem do czasu wyleczenia kontuzji to nie przejaw lenistwa, lecz zdrowego rozsądku. Ufaj swoim instynktom.

WYKORZYSTUJ KAŻDĄ MOŻLIWOŚĆ

Trenuj kiedy tylko możesz. Jeśli nie jesteś w stanie znaleźć czasu lub motywacji na godzinny bieg , biegaj dwa razy w tygodniu po pół godziny.

BAW SIĘ DOBRZE

Nie chodzi o zmniejszenie intensywności treningu, ale o zmianę nastawienia do niego. Mój kolega, wielki łasuch, przygotowując się do maratonu biegał po lesie. Jednak aktywność ta po pewnym czasie zaczęła go nużyć i był bliski rezygnacji. Aż pewnego razu wpadł na pomysł, aby  ukryć w owym lesie swoje ulubione przekąski. Od tej pory zawsze po skończonym treningu odnajdywał jedno z tych miejsc, a słodka nagroda była dla niego motywacją do codziennej pracy.

Podczas jazdy na rowerze zamiast zadręczać się, że jedziesz za wolno, postaraj się pomyśleć, że nie ma się czym przejmować-jeśli zjedziesz z tą prędkością ze wzniesienia lub dojedziesz tak do następnego drogowskazu, na pewno ci to nie zaszkodzi. Ciesz się jazdą lub bieganiem, takimi jakie są. Usuwając przy okazji z Twojego wypasionego zegarka wszystkie niepotrzebne pola takie jak prędkość średnia 🙂

Biegając zwiedzaj okolicę, sprawdzaj, co jest przy tej ulicy czy w tamtym lesie. Biegaj do szkoły lub do pracy- dzięki temu dotrzesz tam pobudzony i pełen energii, zaliczając trening zamiast dojazdu.

Urozmaicaj ulubione trasy. Jeśli nie masz wielkiego wyboru, spróbuj przebiec swoją tradycyjną trasę w odwrotnym kierunku- zobaczysz jak to odświeża umysł. Ciesz się ruchem w określonym tempie, słuchaj odgłosów otoczenia i własnego oddechu, znajdź swój rytm.

Artykuł ukazał się w “Gazecie Kolarskiej”.

Dobry początek

Przygoda z triathlonem dla wielu z nas zaczęła się tak samo. Wszyscy mówiliśmy – nie mam czasu, brakuje mi wystarczającej ilości pieniędzy lub na pewno się utopię… W końcu jednak daliśmy się namówić na wspólny trening czy nawet zawody. Poczuliśmy jak endorfiny rozszarpują między sobą nasze komórki mózgowe. Zobaczyliśmy, że po każdym treningu na naszej twarzy pojawia się uśmiech. A po pierwszych ukończonych zawodach wyglądamy, jakbyśmy przez pół dnia chodzili z wieszakiem w buzi, bo kąciki ust kończą się gdzieś na wysokości płatków uszu. Triathlon napędzał wszystko,  a wizja kolejnego treningu była czymś przyjemnym, niczym myśl o naleśnikach z jagodami!

image

TRIATHLON

Triathlon to wymagająca konkurencja, na którą składają się trzy, trudne do połączenia ze sobą dyscypliny – pływanie, jazda na rowerze oraz bieganie. Zawody organizowane są na różnych dystansach od sprinterskich po długodystansowe. Najbardziej spektakularny z nich nosi nazwę IRONMAN (3,86 km pływania, 180,2 km jazdy na rowerze; 42,195 biegu), a jego ukończenie jest marzeniem każdego z amatorów tego sportu. Co prawda uprawianie triathlonu jest dość kosztowne, jednak rosnące zainteresowanie tą dyscypliną w Polsce, jak i rosnąca liczba zawodów świadczą o tym, że najważniejsza jest w nim jednak determinacja.

TRENING

Zima to dla nas czas ciężkiej, wytężonej pracy, przygotowań do sezonu startowego. Pobudka wcześnie rano, aby chwilę później wskoczyć na trenażer lub pojeździć na rowerze MTB. Biegamy już raczej w terenie, niezależnie od temperatury, ilości śniegu czy deszczu, w końcu to nie jest sport dla mięczaków ;). Oprócz tego dwa razy w tygodniu spotykamy się na wspólnych treningach basenowych, nad którymi, w zależności od naszych umiejętności czuwa trzech trenerów pływania. Dzięki temu unikamy większości zatłoczonych basenów  i związanych z tym problemów w realizowaniu treningów. Ponadto raz w tygodniu spotykamy się na zajęciach ogólnorozwojowych na sali gimnastycznej/siłowni, a w czwartki na wspólnym treningu biegowym w terenie. Zajęcia te  czasem bardziej przypominają dziecięce harce, niż poważny trening. Rozciąganie, przysiady, podskoki, podciąganie, podbiegi, pompki…i co tylko przyjdzie trenerom do głowy. Organizujemy też obozy sportowe w kraju i za granicą. W weekendy często wyjeżdżamy w góry, zrobić w śniegu siłę biegową czy pojeździć na biegówkach. Latem na rowerach  przemierzamy górskie przełęcze. W weekend zawsze mamy do pokonania długi dystans na rowerze. I te treningi nawet zimą wydają się najprzyjemniejsze, szczególnie gdy ćwiczysz z drużyną i na nowych trasach.

image

Łącznie minimum 5 treningów w tygodniu, choć są i tacy, którzy maja ich kilkanaście. Zmęczenie, pot, adrenalina i ciągłe wyzwania – my nie możemy bez tego żyć! 😉

W tym roku spełniło się jedno z naszych „długodystansowych” marzeń i uzyskaliśmy wsparcie firmy RoseBelle, która podarowała nam nowe stroje sportowe. Natomiast z pomocą ROOM 33dokonaliśmy zmiany wizerunku. W związku z rozwojem grupy przybyło nam też nowych trenerów. Wsparciem dla Jakuba ADAMA są Paweł KOTOWSKI i Alina BISKUPSKA.

TEAM

Triathlon jest sportem indywidualnym, ale trenować warto jest w grupie. Rozwój pod okiem trenera, analiza postępów, w końcu wzajemna motywacja są tutaj niezastąpione. Najbliższy sezon startowy będzie dla nas drugim,  do którego przygotowujemy się w grupie. Różnica w treningach i w motywacji jest kolosalna. Wiadomo jak to jest, jeśli na rower czy pływanie o 7 rano jest się umówionym z samym sobą – tysiące wymówek i włączonych drzemek. W grupie nie ma już na to miejsca, czuje się pewien respekt przed trenerem i innymi. Jest jakiś wyczuwalny duch zespołu, dzięki czemu wzajemnie się nakręcamy. Każdy może liczyć na merytoryczne wsparcie. Po półtora roku od powstania Grupa Triathlonowa RAT liczy blisko 60 osób. Jest ona bardzo zróżnicowana, ale na treningach wszyscy są tacy sami. 18-latek pływa obok 50-latka, student obok doktora. Ich cele są różne, zwłaszcza jeśli chodzi o sportowe wyniki, ale łączy ich jedno – wszyscy z ogromną determinacją chcą je zrealizować.

image

Okazję do tego będą mieli już niebawem gdyż  kwietniowy obóz treningowy na Majorce zakończy udział w Portocolom International Triathlon 55.5/111. Po powrocie czeka ich pierwszy kolarski sprawdzian czyli Żądło Szerszenia, gdzie większość po raz pierwszy  zmierzy się z dystansem mega. Kilkanaście osób przygotowuje się do ukończenia słynnego Ironmana – tym razem wybór padł na Barcelonę. Grupowo na różnych dystansach planujemy starty w cyklu imprez Enea Tri Tour oraz w naszych rodzimych triathlonach – Karkonoszman i Tatraman nawiązujących do klimatów Norsemana. Z jednym z największych wyzwań w tym roku przyjdzie się zmierzyć dwóm naszym czołowym zawodnikom – Michałowi Wojtyło i Wojtkowi Góreckiemu, którzy wystartują w najbardziej extremalnych zawodach na dystansie Ironman – Swissman i Celtman. Są też tacy, dla których rozwój w grupie ma pomóc w przełamaniu kolejnych życiowych i fizycznych barier, dokonywaniu rzeczy nieosiągalnych dla innych. To wszystko nie odbyłoby się bez pozytywnego klimatu. Atmosfera wzajemnej motywacji i nakręcania się jest tutaj bardzo potrzebna, bo nie można przy tym zaniedbać rodziny, nauki czy pracy. Wszyscy ciężko trenują, jedni kilka razy w tygodniu (14 godzin), inni kilkanaście (25 godzin). I niezależnie od tego, jakie będą osiągać wyniki wszyscy są już zwycięzcami, bo mają pasję. GT RAT nie jest grupą zamkniętą. Jeśli kochasz wysiłek i nie boisz się wyzwań, już wiesz gdzie nas szukać… 🙂

Napisane na specjalną prośbę “Gazety kolarskiej” 🙂

fot. Michał Kuczyński

Biegiem na narty!

W telewizji bieganie na nartach wydaje się proste, płynne, trywialne. Tytuły książek sugerują, że mogę się tego nauczyć w godzinę, w weekend ewentualnie.

Podobno naukę narciarstwa należy zacząć jak najwcześniej, nawet w wieku pięciu lat czy, powiedzmy, w szkole. Nie ma ani słowa o tym, co z wiekiem późniejszym. Powiedzmy po trzydziestce. Na szczęście jest napisane, że nigdy nie jest za późno.

W ogóle to lepiej nauczyć się biegania na nartach, a nie zjeżdżania. Jest tańsze  i mniej kontuzyjne. Narciarze rozwalają sobie kolana, snowboardziści łamią sobie nadgarstki. A biegówki wspomagają nasz układ krążeniowo-oddechowy jednocześnie oszczędzając układu kostno-stawowy. Ponadto angażują do pracy wszystkie mięśnie (97%!), łącznie z tymi od napinania twarzy, gdy jesteśmy już bardzo zmęczeni. Wygląda na to, że mogą stanowić doskonałe urozmaicenie zimowych treningów.

*** 

Dzięki pomocy Marcina i jego przyjaciół postanawiamy to sprawdzić odwiedzając mekkę nart biegowych – Jakuszyce. Do Orla docieramy wieczorem. Każdy ze sporym bagażem na plecach.

Akurat na… nocną jazdę 🙂 !

O zmroku niebo nad Izerami robi się bladoróżowe, potem szarzeje, a wraz z nim ciemność otula zimowy pejzaż. Termometr wskazuje –10°C. Kto ośmiela się o tej porze przypiąć biegówki, założyć czołówkę  i ruszyć w siną dal, musi lubić zimo.

Bo mróz szczypie w nos i uszy, a pęd powietrza wyciska z oczu łzy zamarzające na policzkach. Wilgoć oddechu osadza się na rzęsach, włosach, okalającym twarz kapturze i od razu zamienia się w szron, powodując, że przypominamy Eskimosów albo zdobywców bieguna północnego.

Wokoło panuje absolutna cisza, w której słuchać tylko świdrujący, metaliczny dźwięk kijka zabijanego w śnieg. Od czasu do czasu  zaskrzypią uginające się pod naporem śniegu konary drzew i zabulgocze woda w potoku.

Lepiej się nie zatrzymywać, bo wtedy zimno atakuje jeszcze dotkliwiej. Ale jak tu nie przystanąć, kiedy wokoło tak pięknie. Oblepione grubą warstwą śniegu świerki wyglądają jak dekoracja teatralna.

W tej scenerii, niczym w teatrze dla dzieci, pojawiają się co jakiś czas niemi aktorzy: pojedyncze skałki i skalne formacje, których nazwy sugerują czyją rolę grają: Krogulec, Kozi Grzbiet, Pelikan, Krowia Kopa, Kobyła….Trener…

Niektóre trasy mają bardzo intrygujące nazwy: Dzielne Klapki, Niematematyczna, Bez Łaski… Jest też trasa Justynki, nazwana na cześć Justyny Kowalczyk, której sukcesy przyczyniły się do wybuchu zdrowej mody na bieganie na nartach.

„Życie jest największą baśnią” – mawiał Andersen. Być może miał na myśli między innymi Izery pod koniec stycznia ;). Schronisko Orle wita wędrowców tysiącami lampek i świec płonących w każdym oknie.

Wieczorem czeka tu na nas jeszcze jedna atrakcja-sauna opalana drzewem i kąpiel w górskim strumyku oraz kubek gorącego wina !!! 🙂

***

W pogodny dzień z kursującej miedzy Szklarską a Harrachovem  kolejki wysypują się na Polanę Jakuszycką tłumy ludzi. Niektórzy biorą najpierw lekcje u instruktora, inni od razu ruszają na trasy narciarskie. Bo biegać każdy może. To sport łatwy, bezpieczny i integrujący.

W szkółce narciarskiej niestety wszyscy mają po siedem lat, choć jest jeden, zdaje się, z czwartej klasy. Cała grupa na początek ma iść na polanę, trzymając się za kijki, żeby się nie zgubić. Są jednak granice upokorzenia. Nie będę trzymała się kijka. Sama dam radę.

***

Do tego wszystkiego dochodzi nauka o smarach. Skąd mam wiedzieć, na litość boską, jakiego smaru potrzebuje i którą część nart posmarować. Smarowanie na poślizg, na odbicie, na zimno na gorąco. O właściwym doborze smaru decyduje tysiące rzeczy.

  •  temperatura powietrza
  • temperatura śniegu
  • rodzaj śniegu
  • transformacja śniegu
  • skład śniegu (czysty czy brudny np. zmieszany z igliwiem itp.)
  • wilgotność
  • nasłonecznienie trasy biegowej….

Nie sądziłam, że będę potrzebowała tyle matematyki. Usiłuję zastosować  wszystkie te skomplikowane manewry na sobie, ale wydaje mi się, że każde narty, które przypinam, z górki nabierają coraz większej prędkości i jazda nieuchronnie kończy się w zaspie. Natomiast jadąc pod górkę brakuje mi przyczepności i też się zsuwam.  Inni robią większe postępy lub ja mam pecha.. Cóż wole myśleć,  że mam gorzej od innych nasmarowane narty…

***

Izery nie są wysokie, ale ponieważ stoki są dość strome, opadające do głębokich dolin rzecznych, niektóre podejścia są męczące. A zjazdy przyprawiają wtedy o delikatny dreszcz emocji.

Drugiego dnia Marcin wybiera dla nas piękną trasę biegnąca przez most nad rzeką Izerą do leżącej już po czeskiej stronie wsi Jizerka. Leżące w korycie rzeki duże głazy przykryte czapami śniegu wyglądają jak białe balony unoszące się na wodzie.

Wartki nurt rzeki tylko częściowo zamarza, szumiąc nawet w najtęższy mróz. Za drewnianym mostkiem ścieżka robi się wąska i stroma. Pół godziny mozolnego wdrapywania się na górę i naszym oczom ukazują się drewniane chaty Jizerki zasypane po dach śniegiem.

Czesi po swojej stronie mają bogatą sieć świetnie utrzymanych tras biegowych. Spotykać tu można  sędziwych staruszków i czteroletnie dzieci. Singli i wielopokoleniowe rodziny. Ci, którzy mają lepszą kondycję, naprawdę biegają, reszta niespiesznie spaceruje na nartach po zasypanych śniegiem górach.

***

No dobrze – udało mi się zjechać, ale tylko kilkanaście metrów. Po tych kilkunastu metrach nabieram niezwykłej szybkości, z którą nie wiem, co począć. Podobno wystarczy obciążyć pięty oraz patrzeć przed siebie, a nie pod siebie i już – będę zjeżdżała. Niestety, nie zapewnia to zatrzymania się tam, gdzie się chce. Właściwie nie zapewnia zatrzymania się w ogóle. Poza tym plączą mi się narty i za każdym razem, kiedy chcę przyśpieszyć lub zmienić pozycję i kogoś wyprzedzić – wywalam się. Właściwie to jestem trochę sfrustrowana, wszyscy z mojej grupy już jeżdżą i zatrzymują się tam, gdzie chcą. Czemu akurat ja nie?

Wszystko to jednak sprawia, że z szacunkiem patrzę na tych, którzy jeżdżą.

*** 

Klimat srogi i trzeba mieć krzepę, by stawić mu czoła! Odkrywam jasne strony biegówek! To schroniska i chatki na trasie, które cenię, bo sama do nich dojechałam powolnymi krokami. Można się tam zatrzymać i siedzieć z widokiem na góry oraz jeść bogate żurki, gęste, że łyżka staje, grochówki, polane konfiturą i gęstą śmietaną knedle czy wielkie jak talerz kotlety schabowe. Ciasto czekoladowe też oczywiście – na moją zgubę – mają :). Są tam już wszyscy i rozumiem, czemu tak kochają bieganie na nartach. Później, niestety, trzeba stamtąd dobiec do auta. Ale pomyślę o tym później. Znacznie później :).

Z życia triathlonistów-jak zacząć trenować zimą cz. 3

Niedziela

5 godzin treningu zakończone kilkukrotnym zdobyciem Ślęży. Za żadne skarby nie mogę sobie przypomnieć jak mam na imię…

image

Wtorek

Dziwne, ale przestały mnie boleć mięśnie(!). Podczas Fartleku zaczęłam się nawet  rozglądać dookoła i potrafię wyliczyć szacunkową wartość ekwipunku mijanego biegacza, tylko nie zawsze mogę obejrzeć zegarek.
A na siłowni spróbowałam podwyższyć obciążenie do 30 kilo i dałam radę. Nie mam z kim podzielić się radością. Wszyscy dookoła podrzucają powyżej 50. Mają takie fajne rękawiczki, trochę podobne do rękawiczek do prowadzenia samochodu. Nieco jednak głupio pytać, do czego służą, choć na pewno by odpowiedzieli. Wszyscy są strasznie mili, dziś znowu podszedł jeden z tych podrzucających ponad sto, aby się przywitać. Potem poszedł podciągać się i żeby było ciężej, zawisł do góry nogami. Nie mogłam na to patrzeć.

image

Czwartek

Kupiłam sobie ciepłe spodnie kolarskie oraz zimowe ochraniacze na buty a także wełniane wkładki, które mają wspomóc zimowy trening triathlonisty. Zimowy trening rowerowy jest wspaniały! Wszystkie drzewa i krzaki iskrzą się diamentowymi soplami lodu. Świat wygląda bajecznie! Za nic nie chciałabym mieszkać na południu gdzie nigdy nie ma śniegu!

image

Znam się też nieźle na miksowaniu zapachów perfum oraz kuchni regionalnej. Konkretnie na gotowaniu zupy rybnej. Wyrecytowałbym przepis z zamkniętymi oczami. Codziennie rano leci ten sam program, kiedy jeżdżę na trenażerze. Lecą też programy informacyjne, ale jest na tyle głośno, więc wiem tyle, że coś gdzieś wybuchło.

🙂

***

 

DREAM IT, WISH IT, DO IT

Nieraz już sprawdziłam na sobie, że warto robić noworoczną listę życzeń, nawet z opóźnieniem i nawet tych, które wydają się nam absurdalne.

image

Moja historia jest opowieścią o sportowcu z przypadku. Triathlon  to był wybryk. Kiedyś zupełnie spontanicznie umieściłam na swojej liście Ironmana … Uśmiechnęłam się wtedy, bo wydało mi się to zwariowane i niemożliwe.

Rzeczywiście, łatwo nie było. Bywały dni konia i takie, gdy nogi od pierwszego kroku odmawiały posłuszeństwa. Często lądowałam w malinach 😉  Jedno się tylko nie zmieniało, zawsze trzeba było walczyć. Po półtorej roku ze zdumieniem odkryłam, że to kompletnie irracjonalne pragnienie jednak spełniłam.

Od tego czasu wiem, że nie warto się ograniczać ani bać szalonych z pozoru pomysłów. Podobno jeśli nazwie się swoje pragnienia, już w tym momencie rozpoczyna się proces ich urzeczywistniania :).

Ten rok będzie dla mnie inny niż poprzednie.  Bez wielkiej presji, z uśmiechem na ustach. Mamy bardzo mądrego Trenera i przez to dużo sportowego szczęścia. Aha…

I wcale nie uważam, że będzie to czas bezmedalowy… 😉 Wręcz przeciwnie. Walczymy! 🙂

Zostawiam miejsce na Wasze pragnienia, życząc abyście w nie uwierzyli, a wtedy na pewno się spełnią. Bo, jesteśmy zdolni do rzeczy , o których nam się nie śniło :).

1.

2.

3.

4.

5,

Z życia triathlonistów – jak zacząć trenować zimą cz. 2

Czwartek

Mam jeszcze więcej mięśni, niż uczyli mnie na studiach.

Poza tym jest coś gorszego niż Fartlek. Tym czymś są wieczorne spotykania GT RAT, przy Wzgórzu Andersa, w celu ćwiczenia podbiegów. Znacznie lepiej idą mi zbiegi. Rozglądam się dookoła i stwierdzam, że co prawda obok ćwiczy mnóstwo umięśnionych mężczyzn wyglądających jak nie ja, ale jest też mnóstwo kobiet wyglądających jak ja, ale one tak strasznie nie dyszą i nie wyglądają, jakby umierały.

Na koniec 4 przebieżki. Trener chyba dostrzegł cień powątpiewania w moich oczach. Może rzeczywiście podciągnęłam formę, bo zrobiłam wszystkie, kiedy Trener stał obok. Potem na szczęście poszłam do auta i nie widział, jak przywaliłam nosem w ziemię dysząc okropnie. W końcu jednak wstałam.

Piątek

Każde słowo ma swoje znaczenie, ale nie takie jak ci się zdaje. Przebieżka to nie  sprint. Nie przekraczać 3 min/km. Zapisałam to również w smartfonie. Tymczasem w planie znowu bieganie. Na szczęście okazuje się, że na początku wystarczy, bym biegała kilometr szybko, kilometr wolno – i tak 5 razy. Czyli około godziny.

Poza tym stwierdzam, że mogło być gorzej… bo kiedy wieczorem liczę kafle w basenie, co jest trochę nudne, myślę sobie o Michaelu Phelpsie, że jak on się musi nudzić w basenie pływając tylko od ściany do ściany. Tylko trochę mnie to pociesza, bo dlatego nie zostałam pływaczką, a triathlonistką. Ale cieszę się , że ten basen nie jest codziennie. Albo co gorsza 2 razy dziennie.

Sobota

W planie treningowym zapisano długie wyjeżdżenie. Nic nie jest jednak tak proste jakby się mogło wydawać. Michał jest fanem liczb. Najbardziej w tym całym trenowaniu podoba mu się to, że na Stravie będzie mógł zdobywać kolejne KOM-y, automatycznie informujące niektórych znajomych, w ile przebiegł czy przejechał. Nie muszą wiedzieć, ile z tego przeszedł… Wie, gdzie, ile i o której przebiegają wszyscy jego znajomi – to znaczy ci, którzy kochają sport i uważają innych- niesportowych za dziwny gatunek. Zdarza mu się spędzać naprawdę mnóstwo czasu na wymyślaniu nowych tras.

Tylko gdzie moglibyśmy pojechać?- zastanawia się z poważną miną analizując od dwóch kwadransów google maps.

To ważne, bo skoro wszyscy się dowiedzą, którędy jeździliśmy, nie powinno to być coś przypadkowego. Dlatego zrezygnował z jazdy oklepaną drogą. Ona prowadzi do wioski Samotwór w której to znajduje się pałac Alexandrów założony w 1776. Poza tym nie wyszłaby z tego ładna pętla. Lepsza jest Sobótka, ale i dalsza. Chyba, że dojechałbym do niej samochodem. Jeszcze to przemyślę…

Z życia triathlonistów- jak zacząć trenować zimą cz. 1

Po nocy przychodzi dzień, po próbach odchudzenia się i zaoszczędzenia przychodzi refleksja, że to się po prostu uda, że skoro nie zrobiłam TRX przedwczoraj, obiecując sobie, że zrobię go wczoraj, a wczoraj też mi coś wypadło, tak jak i wypadnie dzisiaj, jutro zaś nie będzie lepiej – zima to czas nauki. Koncertowo więc obrywam po tyłku…

Poniedziałek

Wolny!  …ale głównie chce  mi się spać, jeść albo pić. Nic poza tym.

Wtorek

Trener zarządził Fartlek,  w wolnym tłumaczeniu “zabawę prędkością”. Znam bardzo dobrze definicję zabawy, ale nijak nie pasuje mi to do tego o czym czytam w swoim planie treningowym,  tutaj okazuje się, że w fartlek-u trzeba wykonać kilka mocnych akcentów biegowych, najlepiej w terenie, najlepiej pofałdowanym, a “odpoczynek” powinien być tylko zwolnieniem. Oczywiście im bardziej zwolnię tym lepiej wypocznę. Ale tu nie chodzi o zupełne zwolnienie… Biegnę sobie więc do Lasku Osobowickiego. Liście są piękne. Czerwone, żółte, brązowe… czy mogę wziąć kilka do wazonu(?) Po kwadransie widzę, że robią się jakieś – sine.  Do domu czołgam się resztkami sił. Ale przynajmniej wiem, w co gramy. Trener pyta, czy obciążenie nie było zbyt duże. Zapewniam go, że to wszystko wcale nie jest męczące. Pewnych spraw lepiej nie tłumaczyć.

Wieczorem siłownia. Nie boję się nieznanych maszyn. Mam swojego Trenera, który sprawdzi, jak sobie radzę i zaproponuje program ćwiczeń. Bardzo się cieszy, kiedy uda mi się wykonać jakieś ćwiczenie, więc ja też się cieszę. Na jednej z maszyn ustawił mi 10 kilo obciążenia. Obruszyłam się, tyle to ważą zakupy w supermarkecie. Po 30 podniesieniach właściwie uważam, że 10 kilo to jest coś, choć nadal nie lubię myśleć o sobie jako o kimś, kto podnosi kilka razy zakupy. Wolę widzieć się jako kogoś, kto podniósł 300 kilo.

Na szczęście na innych maszynach daję radę podnieść 20 kilo i to brzmi lepiej.

Środa

Wszystko mnie boli. Mam miliony mięśni, o których nie wiedziałam. Tymczasem dostaję od Trenera nowe zadania do wykonania na rowerze MTB – całe sześć linijek drobnym maczkiem. Po kilku minutach udaje mi się je jakoś zapamiętać. Na dworze mróz. Jadę zgodnie z planem. Powietrze ma kolce, wiatr wymierza policzki.  Po dwóch godzinach tracę czucie w stopach. W drodze powrotnej zapominam o rozpisce tylko rozważam kupno specjalnych butów rowerowych na zimę. Potem w domu usiłuję wytłumaczyć Michałowi, czemu ich cena jest specjalna, ale nie przekonuję nawet siebie.
Chyba jakoś się przemęczę.

Wieczorem pływanie. Daję się wyprzedzać…

Cdn. 😉

Z życia triathlonistów-jak zaoszczędzić choć trochę

Koniec roku, to w triathlonie czas dokonywania większości opłat startowych. Możecie wiec sobie z grubsza wyobrazić, że ostatnie tygodnie upłynęły nam tak, jak muszą mijać ostatnie dni skazańców, gdy zbliża się dzień egzekucji … Co prawda później też można, ale organizatorzy już teraz zachęcają do zapisów (i przedpłat), strasząc brakiem miejsc i wzrostem cen.

Na co my wydawaliśmy te pieniądze, które teraz skrupulatnie odkładamy na nowe starty,noclegi, podróże czy skarpety kompresyjne za dwie stówy. Oczywiście milej jest też mieć zegarek, który policzy i tętno, i liczbę kroków, i jeszcze zrobi wykres, rzucając to na średnią miesięczną i roczną, i nas zdopinguje. Natomiast odpowiednie, czyli nie do uwierzenia drogie buty,  uchronią od groźnej i nieodwracalnej kontuzji, właściwe ubranie od przeziębienia, a odpowiednie odżywianie – od opadnięcia z sił. Nie mówiąc już o skomplikowanych rytuałach czyszczenia i masowania, które mają spowodować, że staniemy na nogi i będziemy gotowi na następny dzień.image

W skrócie sytuacja wygląda tak, że co prawda triathlon jest zdrowy, ale prócz tych specjalnych butów, których nie mam, roweru, pianki, oddychającego stroju, ze skarpetkami dałam sobie spokój, muszę jeść specjalne posiłki, jeśli nie chcę się autozjeść a do tego powinnam startować w zawodach, w których nie wiadomo co mnie spotka. I nie piszę tego absolutnie po to, by żartować z triathlonistów.

image

Choć i tak wydaję mi się, że kupujemy z Michałem tylko najpotrzebniejsze rzeczy, zrezygnowaliśmy już niemal ze wszystkiego: z wypadów na miasto, z wakacyjnych wyjazdów, do kina wpadamy tylko na bardzo dobre filmy takie polecone przez przyjaciół. Wszystkie zbędne przedmioty, sprzedaliśmy na Allegro. Wiedziemy życie odpowiednie dla staruszków z balkonikiem. Wygląda na to, że przynajmniej umrzemy zdrowsi(!) 😉

Osobiście w ramach oszczędności i cięć budżetowych obcięłam znacznie fundusze na pielęgnację ciała, aby wydobyć,  a raczej podkreślić aspekty duchowe :). Postanowiłam nawet skorzystać z porad  fachowców- zrób sobie dużo list. Listę rzeczy do kupienia w sklepie, która spowoduje, że oszczędzisz na niepotrzebnych wydatkach, i zaplanuj życie na cały tydzień.
image

Na papierze to wygląda wspaniale. Zaplanowałam sobie na jutro solę w pesto, a na wtorek nadziewane papryki oraz kuskus. Niestety, w sklepie nie było soli, był za to niezaplanowany łosoś. Nie było też kuskusu…

Z powyższej analizy wnioski nasuwają się same…Istnieje sposób na zarobienie wielkich pieniędzy, a jedynym działaniem antykryzysowym jest obcięcie wydatków na męża(!)

Po co mu samochód z taką wielką pojemnością? Możemy wspólnie jeździć jednym autem. Koniec z prezentami dla ukochanego. Żadnych zegarków, nowych krawatów… Koniec z takim rozpieszczaniem drobiazgami. Koniec z gadżeciarstwem. Po co dorosłemu facetowi telefon i gry, którymi bawią się zerówkowicze? Po co abonament do siłowni? Nie widział filmu Rocky? Brzuszki można ćwiczyć, wisząc na darmowym drzewie w parku pod domem. Dla zdrowia mężczyzny to tylko lepiej 🙂 I choć nie rozmawiałam o tym jeszcze z Michałemuważam mój pomysł za coś ładnego i dobitny dowód na to, że istnieją rzeczy fajniejsze niż te wszystkie nowe samochody i ogólnie nowe rzeczy do kupienia, czyli ta cała miazga rzeczywistości, przytłaczająca i beznadziejna.

Wezmę sprawy w swoje ręce i spróbuję za jakiś czas napisać jak mi poszło 🙂

Z życia triathlonistów – dieta

Mój mąż doszedł do wniosku, że skoro udało mu się tyle rzeczy: skonstruował stojaki na rowery, nauczył się regulować przerzutki, wymieniać linki, dostał się na Swissmana  a nawet pomalował pokój – to dałoby się też przejść na dietę i stracić kilogram lub dwa, choć właściwie to tak naprawdę tego nie potrzebuję.

– Bądź trzy, cztery – zaproponowałam.

– Czyżbym miał z czego – zainteresował się?

– Nie, ale jednak trzy, cztery. Cztery – odparłam, myśląc, że to żart.

Przecież on jest facetem(!) Właściwie to przed założeniem RAT-u  nie znałam żadnego odchudzającego się mężczyzny, zaś jeśli chodzi o kobiety, to wiadomo – że wszystkie. Teraz jest na odwrót. Rozmowy w damskiej szatni nigdy nie dotyczą odchudzania, a raczej nagród po ciężkim treningu w postaci paczków czy rurek z kremem.Kiedy spotykam się z  kolegami z grupy, jeden opowiada, że zjada kalafiora, a inny mu na to, że on jednak stawia na błonnik, po czym rozmawiają o tym pół godziny. Wśród kobiet triathlonistek to jednak niemożliwe.

To dietowanie Michała ma nieoczekiwane konsekwencje… Faceci w pracy głównie się z niego śmieją lub opowiadają, że oni pakują. Natomiast kobiety, mam wrażenie, go adorują… Okazuje się, że każda marzy, by jej facet schudł na diecie, ale żadnemu się nie chce. Nie rozumiem kobiet – on staje na wadze 50 razy dziennie, je mniej ode mnie i jest nie do zniesienia(!)


Najpierw spokojnie tłumaczę Michałowi, że musi  spać osiem godzin. Jeśli będzie bezsenny, będzie w nim rósł hormon głodu. Właściwie gdyby spał jeszcze dłużej, mógłby w ogóle schudnąć w łóżku. Próbuję też wyjaśniać, że być może, jeśli się ćwiczy, udałoby mu się schudnąć nawet bez diety, ale tego, zdaje się, mój mąż nie dostrzega. Zdaje się, że przez tą głodówkę nie myśli racjonalnie. W akcie desperacji odkrywam pewne urządzenie, które pozwoli mu zlikwidować nawet pięć kilogramów, i to właściwie bezwysiłkowo. To pas, który zakłada się na brzuch, zaciska mocno i włącza. Zaledwie 59 złotych z bateryjką i będzie sobie wibrował, a ja będę mogła zgodnie z instrukcją cieszyć się życiem i wykonywać normalne czynności domowe. Kiedy o tym opowiadam Michał patrzy na mnie w dość osobliwy sposób…

Po diecie schudł, ale oczywiście niewystarczająco(!) Wiem, bo założył dzienniczek. Chodzi zły…

Może powinienem zmienić dietę? – odparł.  Potem przez godzinę rozmawiał z przyjacielem o tym, czy zamiana jagód na maliny przy tych naleśnikach mogła wpłynąć na wyniki  😉