Z życia triathlonistów – dieta

Mój mąż doszedł do wniosku, że skoro udało mu się tyle rzeczy: skonstruował stojaki na rowery, nauczył się regulować przerzutki, wymieniać linki, dostał się na Swissmana  a nawet pomalował pokój – to dałoby się też przejść na dietę i stracić kilogram lub dwa, choć właściwie to tak naprawdę tego nie potrzebuję.

– Bądź trzy, cztery – zaproponowałam.

– Czyżbym miał z czego – zainteresował się?

– Nie, ale jednak trzy, cztery. Cztery – odparłam, myśląc, że to żart.

Przecież on jest facetem(!) Właściwie to przed założeniem RAT-u  nie znałam żadnego odchudzającego się mężczyzny, zaś jeśli chodzi o kobiety, to wiadomo – że wszystkie. Teraz jest na odwrót. Rozmowy w damskiej szatni nigdy nie dotyczą odchudzania, a raczej nagród po ciężkim treningu w postaci paczków czy rurek z kremem.Kiedy spotykam się z  kolegami z grupy, jeden opowiada, że zjada kalafiora, a inny mu na to, że on jednak stawia na błonnik, po czym rozmawiają o tym pół godziny. Wśród kobiet triathlonistek to jednak niemożliwe.

To dietowanie Michała ma nieoczekiwane konsekwencje… Faceci w pracy głównie się z niego śmieją lub opowiadają, że oni pakują. Natomiast kobiety, mam wrażenie, go adorują… Okazuje się, że każda marzy, by jej facet schudł na diecie, ale żadnemu się nie chce. Nie rozumiem kobiet – on staje na wadze 50 razy dziennie, je mniej ode mnie i jest nie do zniesienia(!)


Najpierw spokojnie tłumaczę Michałowi, że musi  spać osiem godzin. Jeśli będzie bezsenny, będzie w nim rósł hormon głodu. Właściwie gdyby spał jeszcze dłużej, mógłby w ogóle schudnąć w łóżku. Próbuję też wyjaśniać, że być może, jeśli się ćwiczy, udałoby mu się schudnąć nawet bez diety, ale tego, zdaje się, mój mąż nie dostrzega. Zdaje się, że przez tą głodówkę nie myśli racjonalnie. W akcie desperacji odkrywam pewne urządzenie, które pozwoli mu zlikwidować nawet pięć kilogramów, i to właściwie bezwysiłkowo. To pas, który zakłada się na brzuch, zaciska mocno i włącza. Zaledwie 59 złotych z bateryjką i będzie sobie wibrował, a ja będę mogła zgodnie z instrukcją cieszyć się życiem i wykonywać normalne czynności domowe. Kiedy o tym opowiadam Michał patrzy na mnie w dość osobliwy sposób…

Po diecie schudł, ale oczywiście niewystarczająco(!) Wiem, bo założył dzienniczek. Chodzi zły…

Może powinienem zmienić dietę? – odparł.  Potem przez godzinę rozmawiał z przyjacielem o tym, czy zamiana jagód na maliny przy tych naleśnikach mogła wpłynąć na wyniki  😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *