Wyścig z czasem

Jak sobie radzić z jazdą na rowerze w ruchu drogowym zdominowanym przez samochody, motocykle i ciężarówki? Kręcąc się trochę po Polsce w tę i z powrotem, zimą i latem, wiosną i jesienią, w deszcze i w upały , wiem że przez cały rok a szczególnie w niedzielę od godziny 13.00 należy uważać na drogach na kierowców, którzy tego dnia jada do teściów na rosół, a jeszcze bardziej na wracających po trzech lub czterech godzinach ponieważ wtedy mogą być nietrzeźwi albo wkurzeni, albo posiadający w organizmie dwa takie stany naraz . Albo Panowie drogowcy dokonujący w najmniej spodziewanym miejscu i najczęściej przy słabym oznakowaniu REANIMACJI JEZDNI. Nie ulega wątpliwości pojazdy spalinowe to w mniejszym lub większym stopniu właściciele drogi, natomiast rowerzyści tę drogę pożyczają. Najlepiej pożycza się ją o świcie, a zwłaszcza w weekendy…

Dlatego tak radośnie wstaje w niedzielę o 5:00 na trening 🙂 Samochodów jak na lekarstwo… Nikt nie krzyczy, nie trąbi… 🙂 Jednak chwile zapomnienia czasem dużo kosztują i żebym się tak bardzo nie cieszyła trener zafundował nam tego dnia kropelkę tego co nas czeka za rok. Test prawdy czyli jazdę indywidualną na czas na dystansie mini – 7 km. Czasówka sprowadza się do tego ile mocy zawodnik może wydobyć z siebie i utrzymać przez cały dystans, przy czym każdy jedzie indywidualnie po dokładnie tej samej trasie i podlega pomiarowi czasu.

W zwykłym wyścigu o dużej liczbie startujących w jakich do tej pory brałam udział, do jazdy pobudza każdy w peletonie, można odpocząć „siadając” komuś na kole. Po prostu łatwiej jest gonić kogoś niż samotnie uciekać. W indywidualnej jeździe, kiedy startujemy co minutę każdy jedzie samotnie walcząc tylko z czasem i żeby dobrze dawać sobie radę trzeba lepiej poznać jedynego przeciwnika jakim jest czas . Wiedziałam, że jeśli pojadę zbyt szybko na początku zmęczę się i więcej czasu stracę niż zyskam. Tempo to jednak kwestia doświadczenia, którego ciągle mi brak. Na mecie byłam wyczerpana… Może nie ma się co martwić na zapas, ale myśl, że do tego trzeba dołożyć jeszcze 173 km samotnej jazdy nie napawała optymizmem . Czeka mnie baaaardzo ciężka praca. Wiem jedno jazda na czas na stałe zagości w moim dzienniczku treningowym, gdyż uczy jazdy przy dużym obciążeniu, a przy tym bez zagrożeń, które powstają podczas jazdy w dużej grupie. A trener knuł, knuje i będzie knuć, naprawdę można się do tego przyzwyczaić

Jeśli pogoda dopisze to być może w Trzebnicy pierwszy raz w tym sezonie uda się pojechać „na krótko”. Nie licząc wczorajszego treningu z Michałem i Wojtkiem. Byłoby wspaniale! Może kilometry szybciej zlecą 😉

Oryginał na stronie:
http://www.rat.prw.pl/wyscig-z-czasem/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *