Mój Ironman

Jest mi dość niezręcznie zabierać głos na temat Ironmanowy, ponieważ mój pierwszy był jednocześnie ostatnim. Wyznaję ze wstydem, ale niestety dystans 226 kilometrów okazał się już tak wyśrubowany, że po pierwszym starcie już nigdy nie zdecydowałam się na powtórkę. ½ Ironmana owszem, ale pełny już nie. Ale też nie było potrzeby. Przebywszy wpław, na rowerze oraz biegiem 226 km zdobyłam przecież wtedy swój Mount Everest, czyli wszystko, co było do zdobycia. Czułam się po zawodach tak, jakbym spełniła główny cel w życiu. I dumna byłam jak paw. Zawsze twierdziłam, że zaliczyć maturę, skończyć studia czy pisać jakieś tam felietoniki, to żadna sztuka. Za to pokonać 226 kilometrów to naprawdę nie każdy potrafi.

Aż do chwili, gdy zaczęłam rodzić SIŁAMI NATURY…

Mimo, że wcześniej przeczytałam niezliczone ilości książek na temat macierzyństwa, żadna z nich nie przygotowała mnie na to, że poród to rzeźnia, a pierwsze 6 tygodni po nim są prawdziwą masakrą. Miałam wrażenie, że wszystko jest przeciwko mnie – nawet zagięcie na pieluszce. Mój syn darł się, a ja kompletnie nie wiedziałam, o co mu chodzi….Z mózgiem otępionym jedną godziną snu na dobę, z cyckami zaropiałymi jak po jakiejś supersesji sado maso chciałam natychmiast wrócić do pracy, sportu, schudnąć. A tymczasem wzięłam już urlop, nie chudłam, ponieważ karmiłam piersią, a więc wstawałam w nocy głodna i z maksymalnym poczuciem winy żarłam buły. O sporcie też musiałam zapomnieć, by organizm mógł się zregenerować. Na dodatek wszystko chciałam robić sama, żeby pokazać, jaka jestem dzielna i to mnie umordowało na maksa.

O święta naiwności!  Wtedy dotarło do mnie, że wszystkiego co wiem o tym, jak zachować zimną krew w stresie, nauczył mnie sport, może więc bycie rodzicem to jakby start w Ironmanie! Bo jeśli zaraz na początku dam z siebie wszystko, padnę po kilkudziesięciu kilometrach. A jeśli zostanę na starcie myśląc, że nie zaszkodzi jeszcze poodpoczywać, pozałatwiać sprawy i mogę wyruszyć za godzinkę lub dwie – sromotnie przegram. Będę w tym wyścigu miała odcinki sprintu, gdy pędzę, jak mogę najszybciej. Będą podjazdy pod górę, kiedy trzeba się mocno napracować, mimo iż wydaje się , że stoję w miejscu. Potem zjazdy z górki, na których nie warto się męczyć – to czas na odpoczynek. Trochę pływania w grupie, kiedy można płynąć w drafcie i trochę finiszów, kiedy trzeba dać z siebie wszystko.

Chodzi o to aby w tym całym szaleństwie znaleźć złoty środek. Kocham synka, ale czasem chcę go zostawić w domu pod opieką i iść na trening z Michałem albo przyznać się do tego, że po prostu nie dam rady czegoś zrobić. Bo niewyspana i zła mama, która czuje się ubezwłasnowolniona i pozbawiona przyjemności życia – to niedobry początek.

Uznałam więc, że należy „kuć żelazo póki gorące”. Dwa i pół miesiące po pojawieniu się w naszym życiu Stacha wystartowałam w pierwszych zawodach na 10 km. Parę dni wcześniej spróbowałam przebiec ten dystans na treningu po to, żeby sprawdzić, czy mogę próbować biec tyle „przy ludziach”. Dwa tygodnie później wzięłam udział w wyścigu kolarskim na dystansie 85 km, który wygrałam!!! W Sierakowie po zajęciu drugiego miejsca (zaludniłam nową kategorię K-35) byłam tak wzruszona, że wlazłszy na pudło prawie nie wygłosiłam przemówienia, wprawiając w osłupienie wszystkich obecnych, bo nie jest przyjęte, żeby ktoś odbierał nagrodę za olimpijkę i wykrzykiwał coś łamiącym się ze wzruszenia głosem. Do dziś nie mogę uwierzyć jakim cudem dałam radę w Mietkowie, w Nocnym Półmaratonie, Triathlonie Świętokrzyskim i w Wolsztynie. Dziadkowie, choć wciąż są aktywni zawodowo tak starali się planować swoje weekendy, żeby z nami wyjeżdżać, i to oni zajmowali się małym, kiedy my trenowaliśmy.

Mój powrót do pełni sił trwał około 9 miesięcy. Jako taki sukces upatruje raczej w ambicji i uporze. Kiedy biegłam na trening z wózkiem, to ludzie zapewne mieli mnie za zidiociałą matkę, która leci do domu, bo zapomniała wyłączyć żelazka.  Jednak macierzyństwo sprawia, że już nic nie wydaje się dziwaczne. Można jeść śniadanie w okularkach pływackich, albo można udawać, że tylko dla malca skacze się na trampolinie i kupuje się elektryczną kolejkę. Dzisiaj, gdy Stach nie daje nam spać mam ochotę podać mu whisky łyżeczką, ale karmie go sałatkami, unikam soli i cukru. Czekam aż zaśnie zanim napije się lampki wina. Nie jestem idealna. Czasem bywam zbyt pobłażliwa, innym razem zbyt ostra. To co działa na synka w jednym tygodniu, nie sprawdza się w drugim. A gdy myślę, że w końcu go rozgryzłam on “dorasta” i wszystko zaczyna się od nowa. Prawda jest taka, że o byciu mamą nie mam cholera bladego pojęcia i podejrzewam, że nikt nie ma, bo w tych czasach macierzyństwo to abstrakcja… A najgorsze jest to, że dopiero gdy Stachu dorośnie dowiem się czy się sprawdziłam, ale wtedy będzie już za późno, żeby cokolwiek zmienić.

Mimo wszystko jednak dałam radę. Rezultat i wysiłek jaki musiałam poświęcić świadczy dobitnie, że Ironmany nie są moją specjalnością, że w ogóle nie powinnam była startować i że słusznie nie ponowiłam już próby. Ale z drugiej strony, czy mogłabym mieć taką satysfakcję, jaką mam do dziś, gdyby poszło łatwo? Milton Friedman powiedział, że nie ma czegoś takiego jak darmowy lunch. I nie ma czegoś takiego jak darmowa miłość. Ona bardzo wiele kosztuje. Bycie rodzicem jest najtrudniejszą i najgorzej płatną robotą, jaką kiedykolwiek mieliście. Ale wiecie… warto.
I nie zamienię jej na żadne Mistrzostwo Świata 😉

Jedna odpowiedź do “Mój Ironman”

  1. Cześć Olimpia,
    właśnie dzisiaj odkryłam Twój Blog, który prawie już w dużej cześci przeczytałam, ponieważ jak skończę czytać jeden post czuje się od razu niedosyt i ,,klika” się w następny. Jest prawdziwy, napisany z humorem no i naprawdę Motywujący.
    Jeszcze nie zaczełam swojej przygoty ,,zawodowej” z triathlonem, a Ironman to dla mnie marzenie/cel do spełnienia, ale może w tym roku rzeczywiście ,,zaliczę” swój pierwszy start w takich zawodach 🙂
    Czytając Ciebie wiem, że po prostu trzeba wstać i ruszyć, aby realizować swój plan i odnaleźć nową jakość życia.

    czekam z niecierpliwością na nowy wpis 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *