LĘKI i SZEPTY

22 marca 2013

Sezon przygotowawczy rozpoczął się w listopadzie… Od tej pory dni znikały jak dobre tosty z szynką na studenckiej biesiadzie. Za nami pięć miesięcy gonienia po lodzie, śniegu, zaspach i błocie. Pięć miesięcy pedałowania w miejscu w małej salce pełnej luster. Pięć miesięcy liczenia kafli w basenie. Pięć miesięcy walczenia z plagą kontuzji, przeciążeń i bólu. Pięć miesięcy kropelek potu kapiących z czubka nosa. Pięć miesięcy doprowadzania Trenera do szewskiej pasji Pięć miesięcy bardzo ciężkiej pracy po prostu. Kanapa zerka na mnie zalotnie, a jako, że nie jestem nieczuła na jej urok, sadowię się wygodnie. Ledwo już włóczę nogami Zima jest jak lepienie w glinie…

Początek wiosny to ostatni moment na poprawki. To taki przednówek, już zapasy energii się kończą, a na owoce trzeba jeszcze trochę poczekać. Staraliśmy się bardzo. Po miesiącach przyjemnego katowania przychodzi pora sprawdzić, na co tak naprawdę będzie nas stać na trasie. Czy mamy dość siły, by podjąć próbę zrobienia czegoś, o czym sami nie wiemy, czy zdołamy to osiągnąć? Na ile dobrze przygotowaliśmy organizm do walki z innymi lub z samym sobą.

Trudno odpowiedzieć …

Forma to dla mnie, jeden z bardziej tajemniczych i zmiennych elementów w sporcie. Nikt nie chce tylko „być w formie”, lecz próbuje „być w szczytowej formie”. Wyobrażam sobie, że to tak, jak podczas przekraczania pokrytej lodem górskiej grani, choć nawet nie mam pewności gdzie owa grań się zaczyna. Forma dotyczy trudnego do uchwycenia momentu, gdy wszystkie systemy pracują z optymalną wydajnością. Jest to możliwe dzięki superkompensacji, fizjologicznej skłonności obciążania organizmu do ochrony siebie poprzez maksymalne wzmocnienie się…ale tylko do pewnego punktu. Po przekroczeniu tego punktu- nazwijmy to obślizgłą granią – nasze ciało broni się dzięki „wyłączeniu”. Jak to możliwe aby znajdować się tak blisko krawędzi, jak to tylko możliwe, ale bez ześlizgnięcia się na druga stronę??

„Najkorzystniejsze zrównoważenie wytrzymałości mięśni, ostrości inteligencji i siły charakteru”-tak określił to francuski filozof i pisarz Roland Barthes. To właśnie ten rodzaj magicznej równowagi, gdy przestają obowiązywać prawa natury i mniej energii jakimś niepojętym cudem wytwarza więcej ruchu. Wejście na tę brzytwę, oznacza, że znajdę się w krainie fizjologicznego cudu! Każdy sportowiec chce być na tej granicy! Pragnąc niczym Ikar zobaczyć jak wysoko potrafi wzlecieć. Wchodzenie na brzytwę stanowi po części naukę , po części magie… Czujesz się niezwyciężony, wiec chcesz jeszcze więcej jeszcze dalej, do przodu-ale pewnego dnia budzisz się i już jest po wszystkim…

Wszyscy bardzo ciężko pracujemy, wszyscy już mocno w kościach czujemy ciężkie, wielomiesięczne przygotowania. Każdy marzy o sezonie życia, ale tylko nielicznym się uda. Niestety. Takie życie, taki sport – uczy przegrywania i czasem daje rozkosz zwycięstwa nad swymi słabościami.

Zatem czy ten sezon pokarze, że zrobiłam postęp? A może trzeba będzie cieszyć się z poszczególnych dobrych startów i tyle… Nie znam odpowiedzi i do kwietnia ich nie poznam. A ponieważ najlepszym sposobem na poradzenie sobie ze wszystkimi lękami jest wyjście im naprzeciw, zamiast nadmiernie koncentrować się na wyniku, pragnę skupić się na jak najlepszym wykonaniu zadania i dalej z pasją wykonywać swoje obowiązki

Reszta jest milczeniem  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *