Dres kod

Stałam przy barierce, obserwując  zmagania przyjaciół na ½ IM w Poznaniu. Macca był piękny- jak dmuchany anioł ludzkiej wielkości. Na jego widok byłam bliska nawet uronić łzę. Wszyscy wokół biegali w podobnych, obcisłych ubrankach, w kolorach tęczy. Zostałam oczarowana i od tego czaru, aż do teraz,  nie potrafię się uwolnić… Zresztą, nawet nie chce.. bo wiadomo – za mundurem panny sznurem. A mundurek triathlonisty, a raczej trisuite, bywa imponujący. A pod nim, WALCZĄCE CIAŁO. Fajny widok. Po tylu latach jeszcze mi się nie opatrzył 😉 Nam też szykują się nowe stroje! Nowe kolory, nowe wzory a nawet nowy „herb”…

Ja chyba nie mam w szafie żadnej marynarki czy garsonki. Oczywiście, mam kilka „garniturów” na trening, ale to co innego. Nie mogę nawet poradzić się w tej sprawie prasy. Kobiece czasopisma nie mówią nic o moim życiu. Nie spełniam żadnej normy, nie mogę nawet domyć resztek smaru zza paznokci. Niszczę się jakoś szybko, zęby mam nadkruszone od kiedy rozbiłam brodę spadając z roweru. Mój podkoszulek zawsze przylepia mi się do pleców, od adidasów wiecznie robią mi się bąble,  schodzą paznokcie i moje seksowne buciki giną pod naporem plastrów i opatrunków odparzeniowych, a z podręcznej torebki o wymiarach A1 i ważącej więcej niż torba tenisowa Rogera Federera, wysypuje mi się piach, albo wystaje kawałek łososia norweskiego, co powoduje, że strącam z półek różne produkty w sklepie spożywczym. Ubrana w ciemne spodnie od dresu i bluzę, wyglądam jak dziecko z przytułku. Wałęsałam się po zatłoczonych ulicach, wszyscy ciepło i litościwie się uśmiechają ,trzepocząc rzęsami i jest, jakbym przyszła po szkole do mamy do pracy: „a czyje to tu dziecko się pałęta bez opieki, w dziurawych trampkach.”

Oczywiście domyślam się, że źródło moich problemów leży w sporcie… Jeśli już mam napad kobiecości, to krótki ;). Nikt nie nauczył mnie jak biegać  w eleganckich szpilkach po nierównych chodnikach. Jak nosić  krótkie spódniczki i nie trząść się przy tym z zimna. Jak idealnie wmasowywać makeup i jak maszerować krokiem kobiecym, a nie męskim. A taka niby jestem oczytana, jadam nożem i widelcem, dbam o higienę osobistą, nie jeżdżę BMW, a mimo to gdzieś w środku siedzi we mnie taki dresiarz. A zaczęło się niewinnie… któregoś dnia po pływaniu przez 20 minut(!) usiłowałam wbić się w nowiusieńkie jeansy, w które zainwestowałam wszystkie swoje pieniądze…koszmar…

Ufff na szczęście nie pracuję w telewizji, dlatego moja prezencja nie musi być aż tak niesamowita. Nie wertuje Vogue’a, bo jest  tyle książek do przeczytania, że na gazetki czasu nie starcza. Czas dla urody wolę poświęcić  zdrowiu – uprawianiu sportu. I choć fryzjera odwiedzam sporadycznie, on szczerze cieszy się na mój widok.  A kiedy obolałe stopy nie mieszczą się w szpilkach, to w adidasach mieszczą się idealnie! 🙂

Czasami myślę, że powinnam prowadzić specjalną rubrykę w jakimś czasopiśmie: jak skutecznie walczyć ze swoją urodą. Pierwszy  odcinek mógłby być o tym, że życie jest za krótkie, by spożywać tylko prażone jabłuszka, wodę i chodzić w za ciasnym sweterku. Rozważałabym w nim emigrację do wioski olimpijskiej lub Nowego Jorku, gdzie  podobno większość ludzi wychodzi na ulice w stroju na W-F 😉

… tematów raczej by mi nie zabrakło 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *