Z życia triathlonistów – jak zacząć trenować zimą cz. 2

Czwartek

Mam jeszcze więcej mięśni, niż uczyli mnie na studiach.

Poza tym jest coś gorszego niż Fartlek. Tym czymś są wieczorne spotykania GT RAT, przy Wzgórzu Andersa, w celu ćwiczenia podbiegów. Znacznie lepiej idą mi zbiegi. Rozglądam się dookoła i stwierdzam, że co prawda obok ćwiczy mnóstwo umięśnionych mężczyzn wyglądających jak nie ja, ale jest też mnóstwo kobiet wyglądających jak ja, ale one tak strasznie nie dyszą i nie wyglądają, jakby umierały.

Na koniec 4 przebieżki. Trener chyba dostrzegł cień powątpiewania w moich oczach. Może rzeczywiście podciągnęłam formę, bo zrobiłam wszystkie, kiedy Trener stał obok. Potem na szczęście poszłam do auta i nie widział, jak przywaliłam nosem w ziemię dysząc okropnie. W końcu jednak wstałam.

Piątek

Każde słowo ma swoje znaczenie, ale nie takie jak ci się zdaje. Przebieżka to nie  sprint. Nie przekraczać 3 min/km. Zapisałam to również w smartfonie. Tymczasem w planie znowu bieganie. Na szczęście okazuje się, że na początku wystarczy, bym biegała kilometr szybko, kilometr wolno – i tak 5 razy. Czyli około godziny.

Poza tym stwierdzam, że mogło być gorzej… bo kiedy wieczorem liczę kafle w basenie, co jest trochę nudne, myślę sobie o Michaelu Phelpsie, że jak on się musi nudzić w basenie pływając tylko od ściany do ściany. Tylko trochę mnie to pociesza, bo dlatego nie zostałam pływaczką, a triathlonistką. Ale cieszę się , że ten basen nie jest codziennie. Albo co gorsza 2 razy dziennie.

Sobota

W planie treningowym zapisano długie wyjeżdżenie. Nic nie jest jednak tak proste jakby się mogło wydawać. Michał jest fanem liczb. Najbardziej w tym całym trenowaniu podoba mu się to, że na Stravie będzie mógł zdobywać kolejne KOM-y, automatycznie informujące niektórych znajomych, w ile przebiegł czy przejechał. Nie muszą wiedzieć, ile z tego przeszedł… Wie, gdzie, ile i o której przebiegają wszyscy jego znajomi – to znaczy ci, którzy kochają sport i uważają innych- niesportowych za dziwny gatunek. Zdarza mu się spędzać naprawdę mnóstwo czasu na wymyślaniu nowych tras.

Tylko gdzie moglibyśmy pojechać?- zastanawia się z poważną miną analizując od dwóch kwadransów google maps.

To ważne, bo skoro wszyscy się dowiedzą, którędy jeździliśmy, nie powinno to być coś przypadkowego. Dlatego zrezygnował z jazdy oklepaną drogą. Ona prowadzi do wioski Samotwór w której to znajduje się pałac Alexandrów założony w 1776. Poza tym nie wyszłaby z tego ładna pętla. Lepsza jest Sobótka, ale i dalsza. Chyba, że dojechałbym do niej samochodem. Jeszcze to przemyślę…

Z życia triathlonistów- jak zacząć trenować zimą cz. 1

Po nocy przychodzi dzień, po próbach odchudzenia się i zaoszczędzenia przychodzi refleksja, że to się po prostu uda, że skoro nie zrobiłam TRX przedwczoraj, obiecując sobie, że zrobię go wczoraj, a wczoraj też mi coś wypadło, tak jak i wypadnie dzisiaj, jutro zaś nie będzie lepiej – zima to czas nauki. Koncertowo więc obrywam po tyłku…

Poniedziałek

Wolny!  …ale głównie chce  mi się spać, jeść albo pić. Nic poza tym.

Wtorek

Trener zarządził Fartlek,  w wolnym tłumaczeniu “zabawę prędkością”. Znam bardzo dobrze definicję zabawy, ale nijak nie pasuje mi to do tego o czym czytam w swoim planie treningowym,  tutaj okazuje się, że w fartlek-u trzeba wykonać kilka mocnych akcentów biegowych, najlepiej w terenie, najlepiej pofałdowanym, a “odpoczynek” powinien być tylko zwolnieniem. Oczywiście im bardziej zwolnię tym lepiej wypocznę. Ale tu nie chodzi o zupełne zwolnienie… Biegnę sobie więc do Lasku Osobowickiego. Liście są piękne. Czerwone, żółte, brązowe… czy mogę wziąć kilka do wazonu(?) Po kwadransie widzę, że robią się jakieś – sine.  Do domu czołgam się resztkami sił. Ale przynajmniej wiem, w co gramy. Trener pyta, czy obciążenie nie było zbyt duże. Zapewniam go, że to wszystko wcale nie jest męczące. Pewnych spraw lepiej nie tłumaczyć.

Wieczorem siłownia. Nie boję się nieznanych maszyn. Mam swojego Trenera, który sprawdzi, jak sobie radzę i zaproponuje program ćwiczeń. Bardzo się cieszy, kiedy uda mi się wykonać jakieś ćwiczenie, więc ja też się cieszę. Na jednej z maszyn ustawił mi 10 kilo obciążenia. Obruszyłam się, tyle to ważą zakupy w supermarkecie. Po 30 podniesieniach właściwie uważam, że 10 kilo to jest coś, choć nadal nie lubię myśleć o sobie jako o kimś, kto podnosi kilka razy zakupy. Wolę widzieć się jako kogoś, kto podniósł 300 kilo.

Na szczęście na innych maszynach daję radę podnieść 20 kilo i to brzmi lepiej.

Środa

Wszystko mnie boli. Mam miliony mięśni, o których nie wiedziałam. Tymczasem dostaję od Trenera nowe zadania do wykonania na rowerze MTB – całe sześć linijek drobnym maczkiem. Po kilku minutach udaje mi się je jakoś zapamiętać. Na dworze mróz. Jadę zgodnie z planem. Powietrze ma kolce, wiatr wymierza policzki.  Po dwóch godzinach tracę czucie w stopach. W drodze powrotnej zapominam o rozpisce tylko rozważam kupno specjalnych butów rowerowych na zimę. Potem w domu usiłuję wytłumaczyć Michałowi, czemu ich cena jest specjalna, ale nie przekonuję nawet siebie.
Chyba jakoś się przemęczę.

Wieczorem pływanie. Daję się wyprzedzać…

Cdn. 😉

Z życia triathlonistów-jak zaoszczędzić choć trochę

Koniec roku, to w triathlonie czas dokonywania większości opłat startowych. Możecie wiec sobie z grubsza wyobrazić, że ostatnie tygodnie upłynęły nam tak, jak muszą mijać ostatnie dni skazańców, gdy zbliża się dzień egzekucji … Co prawda później też można, ale organizatorzy już teraz zachęcają do zapisów (i przedpłat), strasząc brakiem miejsc i wzrostem cen.

Na co my wydawaliśmy te pieniądze, które teraz skrupulatnie odkładamy na nowe starty,noclegi, podróże czy skarpety kompresyjne za dwie stówy. Oczywiście milej jest też mieć zegarek, który policzy i tętno, i liczbę kroków, i jeszcze zrobi wykres, rzucając to na średnią miesięczną i roczną, i nas zdopinguje. Natomiast odpowiednie, czyli nie do uwierzenia drogie buty,  uchronią od groźnej i nieodwracalnej kontuzji, właściwe ubranie od przeziębienia, a odpowiednie odżywianie – od opadnięcia z sił. Nie mówiąc już o skomplikowanych rytuałach czyszczenia i masowania, które mają spowodować, że staniemy na nogi i będziemy gotowi na następny dzień.image

W skrócie sytuacja wygląda tak, że co prawda triathlon jest zdrowy, ale prócz tych specjalnych butów, których nie mam, roweru, pianki, oddychającego stroju, ze skarpetkami dałam sobie spokój, muszę jeść specjalne posiłki, jeśli nie chcę się autozjeść a do tego powinnam startować w zawodach, w których nie wiadomo co mnie spotka. I nie piszę tego absolutnie po to, by żartować z triathlonistów.

image

Choć i tak wydaję mi się, że kupujemy z Michałem tylko najpotrzebniejsze rzeczy, zrezygnowaliśmy już niemal ze wszystkiego: z wypadów na miasto, z wakacyjnych wyjazdów, do kina wpadamy tylko na bardzo dobre filmy takie polecone przez przyjaciół. Wszystkie zbędne przedmioty, sprzedaliśmy na Allegro. Wiedziemy życie odpowiednie dla staruszków z balkonikiem. Wygląda na to, że przynajmniej umrzemy zdrowsi(!) 😉

Osobiście w ramach oszczędności i cięć budżetowych obcięłam znacznie fundusze na pielęgnację ciała, aby wydobyć,  a raczej podkreślić aspekty duchowe :). Postanowiłam nawet skorzystać z porad  fachowców- zrób sobie dużo list. Listę rzeczy do kupienia w sklepie, która spowoduje, że oszczędzisz na niepotrzebnych wydatkach, i zaplanuj życie na cały tydzień.
image

Na papierze to wygląda wspaniale. Zaplanowałam sobie na jutro solę w pesto, a na wtorek nadziewane papryki oraz kuskus. Niestety, w sklepie nie było soli, był za to niezaplanowany łosoś. Nie było też kuskusu…

Z powyższej analizy wnioski nasuwają się same…Istnieje sposób na zarobienie wielkich pieniędzy, a jedynym działaniem antykryzysowym jest obcięcie wydatków na męża(!)

Po co mu samochód z taką wielką pojemnością? Możemy wspólnie jeździć jednym autem. Koniec z prezentami dla ukochanego. Żadnych zegarków, nowych krawatów… Koniec z takim rozpieszczaniem drobiazgami. Koniec z gadżeciarstwem. Po co dorosłemu facetowi telefon i gry, którymi bawią się zerówkowicze? Po co abonament do siłowni? Nie widział filmu Rocky? Brzuszki można ćwiczyć, wisząc na darmowym drzewie w parku pod domem. Dla zdrowia mężczyzny to tylko lepiej 🙂 I choć nie rozmawiałam o tym jeszcze z Michałemuważam mój pomysł za coś ładnego i dobitny dowód na to, że istnieją rzeczy fajniejsze niż te wszystkie nowe samochody i ogólnie nowe rzeczy do kupienia, czyli ta cała miazga rzeczywistości, przytłaczająca i beznadziejna.

Wezmę sprawy w swoje ręce i spróbuję za jakiś czas napisać jak mi poszło 🙂

Z życia triathlonistów – dieta

Mój mąż doszedł do wniosku, że skoro udało mu się tyle rzeczy: skonstruował stojaki na rowery, nauczył się regulować przerzutki, wymieniać linki, dostał się na Swissmana  a nawet pomalował pokój – to dałoby się też przejść na dietę i stracić kilogram lub dwa, choć właściwie to tak naprawdę tego nie potrzebuję.

– Bądź trzy, cztery – zaproponowałam.

– Czyżbym miał z czego – zainteresował się?

– Nie, ale jednak trzy, cztery. Cztery – odparłam, myśląc, że to żart.

Przecież on jest facetem(!) Właściwie to przed założeniem RAT-u  nie znałam żadnego odchudzającego się mężczyzny, zaś jeśli chodzi o kobiety, to wiadomo – że wszystkie. Teraz jest na odwrót. Rozmowy w damskiej szatni nigdy nie dotyczą odchudzania, a raczej nagród po ciężkim treningu w postaci paczków czy rurek z kremem.Kiedy spotykam się z  kolegami z grupy, jeden opowiada, że zjada kalafiora, a inny mu na to, że on jednak stawia na błonnik, po czym rozmawiają o tym pół godziny. Wśród kobiet triathlonistek to jednak niemożliwe.

To dietowanie Michała ma nieoczekiwane konsekwencje… Faceci w pracy głównie się z niego śmieją lub opowiadają, że oni pakują. Natomiast kobiety, mam wrażenie, go adorują… Okazuje się, że każda marzy, by jej facet schudł na diecie, ale żadnemu się nie chce. Nie rozumiem kobiet – on staje na wadze 50 razy dziennie, je mniej ode mnie i jest nie do zniesienia(!)


Najpierw spokojnie tłumaczę Michałowi, że musi  spać osiem godzin. Jeśli będzie bezsenny, będzie w nim rósł hormon głodu. Właściwie gdyby spał jeszcze dłużej, mógłby w ogóle schudnąć w łóżku. Próbuję też wyjaśniać, że być może, jeśli się ćwiczy, udałoby mu się schudnąć nawet bez diety, ale tego, zdaje się, mój mąż nie dostrzega. Zdaje się, że przez tą głodówkę nie myśli racjonalnie. W akcie desperacji odkrywam pewne urządzenie, które pozwoli mu zlikwidować nawet pięć kilogramów, i to właściwie bezwysiłkowo. To pas, który zakłada się na brzuch, zaciska mocno i włącza. Zaledwie 59 złotych z bateryjką i będzie sobie wibrował, a ja będę mogła zgodnie z instrukcją cieszyć się życiem i wykonywać normalne czynności domowe. Kiedy o tym opowiadam Michał patrzy na mnie w dość osobliwy sposób…

Po diecie schudł, ale oczywiście niewystarczająco(!) Wiem, bo założył dzienniczek. Chodzi zły…

Może powinienem zmienić dietę? – odparł.  Potem przez godzinę rozmawiał z przyjacielem o tym, czy zamiana jagód na maliny przy tych naleśnikach mogła wpłynąć na wyniki  😉