Nie stójmy w cieniu.

Dawno nie pisałam, ale zrozumcie obowiązki żony w domu triathlonistów są niezwykle absorbujące 😉 I gdyby nie, inspiracja  otrzymanym niedawno listem pewnie czekałabym do zakończenia sezonu… Ogromnie się cieszę, że czasem tu zaglądacie, uśmiechacie się pod nosem, komentujecie i o dziwo(!) nawet inspirujecie się tą moją przedziwną przygodą ze sportem. Naprawdę się cieszę! I dziękuję za zaufanie! 

„Witam Pani Olimpio , obserwuję Pani karierę triathlonową od 2 lat i jestem pod wielkim wrażeniem. Od tego czasu mam ochotę wystartować w zawodach triathlonowych, ale ciągle wydaje mi się, że to nie dla mnie. Co roku jeżdżę na zawody z mężem, który osiąga sukcesy, a ja stoję z boku, kibicuję, wspieram i … też bym tak chciała, ale oczywiście z tyłu głowy mam “to nie dla mnie”. Po wczorajszym obserwowaniu Pani walki na ½ w Chodzieży “zatkało” mnie i  mój apetyt  na triathlon znowu rośnie. Tak sobie pomyślałam, że napisze do Pani, żeby zapytać od jakiego poziomu Pani zaczynała? I czy ten triathlon tak jak mówią naprawdę jest dla każdego – a jak to było na początku i czy normalny człowiek taki jak ja jest w stanie ciężką pracą coś osiągnąć? Jestem po prostu ciekawa. Pozdrawiam serdecznie”.

Obserwując siebie i nasze społeczeństwo, mam wrażenie, że od kobiet oczekuje się 120% wydajności, a od mężczyzn, no wystarczy 60% i już uznamy go za wyjątkowy okaz. Kobieta ma być zorganizowaną, piękną, szczupłą, niezależną finansowo dobrą matką, dobrą córką, dobrą kumpelką, dobrą partnerką…Nic dziwnego, że Polka nie szuka dodatkowych wyzwań.

W praktyce wygląda to tak: kobieta rano zawsze wstaje, by zrobić śniadanie, kanapki do szkoły, dziecko odprowadza. Tata odprowadza, jak akurat nie ma pracy, albo treningu, albo regeneracji po treningu. Wiedząc, że z ojcem nigdy nie wiadomo, matka zawsze musi mieć czas i siły.

Kolacja? Pan nie gotuje, gotował tylko w młodości, gdy trzeba było zaimponować dziewczynie. Zakupy zrobi, ale tylko jak mu zostanie przypomniane i napisane, co ma być kupione. Szczepienia, wizyty u stomatologa, poranne treningi sportowe syna albo balet córeczki? Tata wozi do lekarza, ale tylko gdy dziecko ma już 39 z kreskami, kto by miał głowę pamiętać o szczepieniach, kiedy walczy się o nową życiówkę. 

Córka ma za krótkie dżinsy i dziurawy but? Tata ma nową lemondkę. Stresy w pracy go wykańczają w dodatku po treningu interwałów ma tak spuchnięte nogi. Kobiet nie wykańcza nic, ależ skąd.

Zawody. Dla NIEGO – to najcięższy i najważniejszy dzień życia… A dla NIEJ? W jego oczach ona wspaniale wypoczywa, czekając, aż jej ukochany triathlonista wypływa się, wyjeździ i wybiega.  Ona nie stoi na brzegu jak kłębek nerwów, nie przejmuje się czy ON bezpiecznie wypłynie, jednocześnie nie zajmuje się dziećmi, nie biega z aparatem niczym profesjonalny fotoreporter, a jeśli już zdarzy się jakiś wypadek…na pewno nie panikuje, tylko spokojnie czeka, aż ON wróci ze szpitala…

I tak kończy się dzień zawodów… ON zrobił olimpijkę, a ona biegając między strefą zmian, bufetem, punktem widokowym i metą zrobiła właśnie półmaraton, po którym nie może nawet ponarzekać na zmęczone nogi. W końcu nie ma jej na liście finisherów.

Uwierzcie w siebie….

Drogie Panie ostatnie 2,5 roku nauczyło mnie, że granice naszych możliwości nie leżą tam gdzie nam się wydaje. W rzeczywistości znajdują się gdzieś znacznie dalej :).Nigdy nie byłam wyczynowym sportowcem. Co prawda jako dziecko uwielbiałam sport, ale nigdy nie przejawiałam jakiś szczególnych talentów i  jeśli ktoś, założyłby się ze mną 2 lata temu, że ukończę dystans Ironmana, zmieszczę się w limicie czasu,  a przy tym pokonam  kilku mężczyzn – spojrzałabym na niego z niedowierzaniem. Wyobraźcie sobie co by było gdybym zachowała takie nastawienie do dziś 😉 To od nas zależy czy wyczarujemy „możliwe” z „niemożliwego”:).

Te 2,5 roku są moją największą przygodą. Triathlon zaprowadził mnie do wielu niezwykłych miejsc, poznałam wielu fantastycznych ludzi, dzięki którym czuje się pełniejsza i bogatsza. Nigdy nie udałoby mi się do nich dotrzeć, gdyby strach okazał się silniejszy od potrzeby poznania czegoś nowego. Za mną wiele miesięcy treningu – czystej, bezkompromisowej, bolesnej harówki. Dumna z nich jestem, bo dałam radę. Co więcej wiele strasznych scenariuszy, które nękały mnie zanim zdecydowałam się na udział w triathlonie, nie ziściło się – nie straciłam pracy, nie mam w niej też gorszych wyników, pod względem organizacyjnym też nie jest już najgorzej, ponadto sport nie sprawił, że jestem głupsza niż byłam. Mało tego w innym wypadku nie mogłabym pozwolić sobie na opróżnieniu w całości słoika nutelli :)! Jednak przede wszystkim we dwoje jest  100 razy łatwiej! Nikt mnie tak nie rozumie jak Michał. Oboje mamy takie same aspiracje. Spać chodzimy o tej samej porze, jemy to samo, trenujemy razem…a później boli nas tak samo :). Ostatecznie jednak najcenniejsza wydaje się wspólna radość, uśmiechy i uściski na linii mety… i nie dość, że przytulasz bliską osobę to jeszcze uczestnika wyścigu. Dzielenie z kimś szczęścia jest wyjątkowym zwycięstwem. Takich momentów się po prostu nie zapomina:).

Prędzej czy później musisz skończyć słuchać wszystkich naokoło i zapytać samej siebie: co jest dobre dla mnie. To naprawdę może być super, wszystko da się pogodzić, wystarczy dobry plan, podział obowiązków oraz akceptacja swoich marzeń… a czemu marzenia nie mogą być takie same 🙂

Dziewczyny ile razy po zawodach otrzymałyście od NIEGO kwiaty, zaproszenie na kolację lub usłyszałyście proste „Dziękuje Kochanie, to dzięki Tobie tu jestem”. On ma swój wymarzony medal … a WY ? Znów musiałyście się ostro napracować, i to nie tylko w tym jednym dniu … lecz przez cały okres przygotowań do startu, kiedy to dzielnie znosiłyście jego każdy kaprys.

Dziś moją idolką jest koleżanka z RAT-u. Sama wychowuje dwójkę dzieci pracuje i trenuje! Nigdy nie wypoczywa i nigdy nie jest zmęczona. Wszystkie dzieci dobrze się uczą a ona po nocach robi przetwory na zimę. Koleżance zrobię zdjęcie i wrzucę na wyświetlacz telefonu.

Triathlon naprawdę jest dla każdego, a już na pewno nie tylko dla mężczyzn!

Do zobaczenia na trasach 😉