Triathloniści są z innej planety

Od pewnego czasu zauważam, że przyjaciele się ode mnie odsuwają. Zachodzę w głowę w czym rzecz, ale nikt nie chce mi nic powiedzieć.

Sprawa intrygowała mnie coraz bardziej, aż zaczęłam prowadzić notatki. Może rzucą nowe światło na całą sprawę.

Poniedziałek

„Już chyba z pół roku się nie widziałyśmy, podobno skończyliście remont mieszkania“, rozmawiam przez telefon komórkowy jednocześnie nerwowo wertując półki  w poszukiwaniu ciuchów na rower. „No właśnie, to skandal, musimy się spotkać, zjeść kolację u nas albo u was, tylko kiedy?“, odpowiada moja bliska przyjaciółka. Po czym wyliczam: „Jutro muszę jechać na salę, w środę na siłownie, w czwartek po pracy mam basen, w piątek też nie skończymy przed 22….“ Wyszło na to, że najbliższy termin, w którym i ja i ona możemy się na spokojnie spotkać jest za cztery tygodnie. Zapisałyśmy się w kalendarzykach telefonicznych.

Wtorek

 „Świetną komedię grają w weekend,” dzwoni szwagier i namawia nas na teatr. My drętwi jak kołki w płocie – w niedzielę mamy zawody i nie chcemy zbyt długo siedzieć. Grzecznie odmawiam.

Środa

Znajomi zapraszają nas do siebie na grilla. Przyszliśmy jak zwykle punktualnie. Kupiłam po drodze wino, bo przecież piwem żadne z nas się nie tuczy. I to był błąd. To było „brunello di montalcino” , kosztowało 30 zł i było dobre. To znaczy tak uważałam, ale kiedy wręczyłam butelkę gospodarzowi, skrzywił się. Powiedział, że ten rodzaj brunello to wpadka i najgorszy rocznik. Powinni je wylać, a nie wciskać ludziom. Potem była kolacja. Czuliśmy się trochę dziwnie. Gospodarz wina podał trzy, a o każdym opowiadał 20 min zanim nalał. Wszystkie trzy smakowały jak brunello. Oczywiście tego mu nie powiedziałam. Wyszliśmy zanim jeszcze przyszedł ostatni gość.

Czwartek

Przyjaciele planują wakacyjne wyjazdy. W tym roku modne są oryginalne podróże. Poszukiwanie ropy w Azerbejdżanie, wyprawa szlakiem starych cerkwi w Rumunii, spanie na arafatce w Palestynie. Moje plany wakacyjne są mniej ambitne i nie sądzę, że w drodze powrotnej taszczyć będę kły mamuta.  W czerwcu spędzę uroczy weekend w  województwie kujawsko-pomorskim (Triathlon Volvo Series), następnie odwiedzę Karkonosze (Karkonoszman). W lipcu w naszym rodzimym Poznaniu, będę podziwiać triathlonowego wszechmistrza wszechczasów CHRISA McCORMACKA (dwukrotny zwycięzca Mistrzostw Świata na dystansie Ironman). Potem, jeśli wszystko pójdzie dobrze, wyskoczę na weekend do Chodzieży, a we wrześniu na mazury (Triathlon Volvo Series). W każdym z tych miejsc czekają mnie  atrakcje w stylu ½ IM.

Moja przyjaciółka z rozbrajającą złośliwością twierdzi, że nie zna drugiej takiej osoby, która na wakacje wybiera miejsca, gdzie jest jej gorzej niż w domu.

Piątek

Po południu wpadł kolega. Akurat zrobiłam paellę, zapytałam, czy z nami zje. Zgodził się, a potem długo i podejrzliwie oglądał swój talerz. Połowę składników odłożył. Następnie miał zastrzeżenie do ciasta z fasoli, które podałam na deser. Też nie znalazło jego uznania. Zrobiło mi się go żal i zapytałam, czy może ma ochotę na sałatkę z awokado…przerwał, krzywiąc się i pytając, czy mam coś normalnego do jedzenia.

Na mieście mówi się, że jestem masochistką, mam hopla na punkcie jedzenia i picia, spędzam czas na wymyślaniu najbardziej wydziwaczonych potraw, i nie znam się kompletnie na jedzeniu ani na winie. Nie mam co robić, dlatego całe dnie poświęcam na pływaniu, kolarstwie albo bieganiu, ale nie widziałam żadnej wystawy ani niczego nie czytałam. W związku z powyższym w najbliższy weekend nikt nie chce się ze mną spotkać.

…chociaż…

 może to i lepiej…  do zrobienia mam 2 długie treningi, więc pewnie na nic innego nie starczy mi sił.

Foto:

Żródło  nieznane ( internet)