III Wojna Sportowa

Ponieważ mój tata był żołnierzem, dorastałam na osiedlu wojskowym. Z dzieciakami z sąsiedztwa uwielbialiśmy salutować mundurowym zmierzającym do pracy. Zamiast dziecięcych wierszyków znałam na pamięć wszystkie piosenki żołnierskie, gdyż śpiewaliśmy je z tatą w drodze do przedszkola. Uwielbiałam serial „Czterej pancerni i pies”, interesowały mnie wszystkie parady wojskowe. Wyglądało na to, że zostanę jakimś pułkownikiem, a nie byle mięczakiem garniturowcem. Miałam taką bardzo agresywną osobowość ;).

Rodzice z obawą na to wszystko patrzyli, starając mi się ograniczyć te zabawy militarne, ale robiłam sobie pistolety z patyków i nieustannie toczyłam bitwy o panowanie nad naszą ulicą. Być może bali się, że w dorosłym życiu będę jednym z tych kibiców, którzy z meczu wracają w policyjnej ciężarówce? My natomiast, będąc dziećmi, wierzyliśmy, że urodziliśmy się bohaterami…

Dziś mimo iż nie jeżdżę hummerem po poligonie, miło wspominam szczęśliwe dzieciństwo w czasach przełomu. Nie miewam morderczych zapędów. Zazwyczaj jestem łagodna jak baranek po masażu ajurwedyjskim. Owszem, lubię trochę  rywalizacji, ale tylko w sporcie.

Niestety obecnie szkoły pełne są agresji, zawistnych kolegów, lęku, wyścig szczurów wypacza od przedszkola a sportowe zmagania  coraz bardziej przypominają  wojnę. Trenerzy zastępują w niej generałów, widownia żołnierzy, a drużyny są pancernymi dywizjami wysyłanymi na front. Tu każdy chce wygrać, a w sporcie można to osiągnąć w najmniej krwawy sposób nie przebierając w środkach.  Bo już w starożytnej Grecji na Igrzyskach Sportowych liczył się tylko najlepszy. Nie ten trzeci. Tylko ten, kto pokonał wszystkich mógł zamówić  poemat na swój temat.  Na basenie, bieżni czy na szosie lepiej i łatwiej rozstrzyga się spory niż w europejskich instytucjach czy w ONZ. I to rozstrzyga się je ostatecznie. Jakby tego było mało wojna sportowa jest niemal równie kosztowna jak zbrojenia wojskowe. Triathlonista ma przechlapane potrójnie…

Nasz Trener,  również typ wojskowy, wyznaje zasadę – im trudniej na poligonie tym łatwiej na wojnie! Wystarczy przypomnieć sobie pokrzykiwania z ostatnich zajęć „na glebę padnij!- sto pompek !– przysiad!- wyskok!…”, a już człowiek ma ochotę zdezerterować.  Śledzi nas wzrokiem zza atlasu do ćwiczeń i natychmiast poprawia źle wykonane zadania. Brakuje mu tylko takich maskujących drzewek wojskowych przyczepionych do czoła. Tu nie ma co liczyć na pochwały, raczej na regularny  krzyk– „Nie ociągaj się, zapomniałeś liczyć? Zacznij od nowa!”   Jakbyś spoglądał w otwór wymierzonej w ciebie lufy… Podczas takich treningów nie raz myślę, że gdybym była szpiegiem przetrzymywanym w Guantanamo, wyjawiłabym wszystkie ukrywane tajemnice, by choć na chwilę pozwolił mi odpocząć… Ale on brzydzi się na sama myśl o tym, że moglibyśmy skapitulować fizycznie bądź też emocjonalnie. Myślę, że winę ponosi ten dodatkowy chromosom, który mają mężczyźni.

A czego mi brakuję, żeby wygrać wyścig szczurów? Ano, rozsądku…

Szacowanie zysków i strat nigdy nie było moją mocną stroną. W moim sporcie nie zawsze liczą się medale, puchary, liczby, statystyki… Wręcz przeciwnie! Liczy się to co robisz i jak to robisz. Jak wiele serca temu oddałeś/aś i czy przypadkiem nie wybrałeś/aś drogi na skróty. Mój tata nie fundował mi musztry domowej ;).  Wierzył, że agresja rodzi się z niespełnienia, z frustracji, z braku swobody. Z desperacji. Nie z czołgów i żołnierzyków.  Rodzice nauczyli mnie  czym jest prawdziwa odwaga. I już nigdy nie przyjdzie mi do głowy, że odważny jest człowiek z pistoletem w ręku. Odważny jest ten, kto wie, że może przegrać, zanim jeszcze rozpocznie walkę , lecz mimo to zaczyna i prowadzi ją do końca bez względu na wszystko… :). Bo dla mnie chcieć, to marzyć i realizować te marzenia. Jasne, że czasem nie wychodzi. Jasne, że czasem bezgraniczne zaangażowanie przynosi równie bezgraniczny smutek i morze łez.

Ale satysfakcja, kiedy jednak coś wyjdzie. Emocje, którymi się żyje. Radość z drobiazgów. To wszystko bezcenne!!!

Dlatego niczym doświadczony wojak, muszę być  dzielna,  silna i wytrwała, nie mogę się poddać. Bo czasem trzeba sto razy przegrać, żeby w końcu coś raz wygrać. Chcę, żeby ta mała , odważna dziewczynka z zakasanymi rękawami wbrew czasom i okolicznościom w których przyszło jej żyć, nadal we mnie została 😉

Photo:
http://www.dailymail.co.uk

3 w 1 ?

Tym razem mój post pojawił się na łamach Bike Magazyn

Zapraszam do lektury 🙂

Zdjęcia: Michał „Wąski” Kuczyński