W pogoni za dietą

Zachęcona męską konsekwencją w odchudzaniu postanowiłam naprawdę wziąć się za siebie.

Żegnajcie kluski śląskie z mięskiem, fenomenalne zrazy, mizerie z dużą ilością śmietany, knedle ze śliwkami, szarlotki, które rozpływają się w ustach. Żurek(!) …najwyżej raz w roku u mamy na Wielkanoc.

Przecież ja doprawdy wiem, co należy , a czego nie wolno. Warzywka są pożyteczniejsze niż żelki. Woda niegazowana lepsza od gazowanej. Delikatna ryba pożywniejsza niż tłusta golonka itd. itp.

Bardzo proszę, mogę sobie chodzić głodna skoro Trener tak chce. Czemu nie?

Nowe życie zaczynam w piątek od śniadania: gorzka kawa bez mleka i trochę płatków owsianych zalanych wodą na dnie miski. Dobrze, że niedługo obiad: dwie gotowane marchewki, surówka z tartego selera, kawałek ryby oraz odrobina kaszy jaglanej. Fantastycznie. Za to mogę pić dużo wody niegazowanej. W głodowym letargu wlokę się na lotnisko. Odbieram siostrę, która wpada z Anglii na Święta. Kolacja: listek sałaty. Z czymś co na pewno jest zdrowe, bo nie nadaje się do zjedzenia. Ale jaka będę śliczna za cztery tygodnie! Zleci przynajmniej 8 kilo.

Gosia w obawie o nasz autorozwój czyli, o to, abyśmy czasem zdjęli dres, wyciąga nas na miasto. Myślę, że ja i Michał cierpimy na stres nadmiaru. Jest tyle ciekawych rzeczy, które w tym samym czasie dzieją się we Wrocławiu, że to jest nie do ogarnięcia. Obawiam się nawet ,że gdybyśmy mieli kondycję Chrissie Wellington i Craiga Alexandra, rozwiedli się i z wszystkich prac by nas zwolniono, to i tak nie dalibyśmy rady. Dlatego nieraz, jak patrzę na tyle tych imprez, to nigdzie nie wychodzę 🙂 .

No, ale nie samym triathlonem człowiek żyje! Nowe życie to nie powód, aby nie wyskoczyć razem na miasto…Wsiadamy w auto i po kilkunastu minutach spacerujemy wśród pachnących lasem choinek, aromatu grzanego wina i czekoladowych pierników. Coraz głośniej burczy mi w brzuchu…

image
Ruszył właśnie Jarmark Bożonarodzeniowy, w którym kupić można pięć razy za drogie rzeczy. Otaczają nas drewniane budki, a w nich francuskie creme brulee, owoce w czekoladzie, oscypki z żurawiną. Przepyszne wafelki z karmelem oraz naleśnikowe ciasteczka z konfiturami. Wyobrażam sobie, że byłyby idealne do gorącej herbaty z miodem i malinami. Tłum przechodniów rozsmakowuje się w puszystym aromatycznym kołaczu, oraz z ciekawością kosztuje oryginalnego, węgierskiego langosza. Czy oni nie wiedzą, że ten tłuszcz zapcha im tętnice? „Kominkowy Domek” z wieżyczką z daleka przyciąga aromatem grzańca a plenerowe kominki, ogrzewają nas ciepłem palącego się drewna …
image
-Jesteś na diecie?! Przed świętami? Chyba zwariowałaś! Nie mogłaś wymyślić sobie innego terminu? Poza tym miałyśmy to zrobić razem.
image
No rzeczywiście miałyśmy razem. Moje mocne postanowienie troszkę zostało nadwerężone.
image
Na szczęście brzoskwiniowy grzaniec dodał mi odwagi, a po zjedzeniu miliona złego cholesterolu pod postacią pysznego kołacza zdecydowanie mi się polepszył charakter. Poza tym ustaliłyśmy z Gosią zupełnie nowy program odnowy. Od nowego roku. Bo przed świętami i tak się nie opłaca! Wróciłam do domu późno w świetnym humorze. Ostatecznie najważniejsze, że pogadałam z siostrą. Grzaniec wzmacnia odporność. Poza tym nie tuczy. Czy ktoś widział grubego alkoholika? Nigdy. Wysuszone toto na wiór. A poza tym ten cały pomysł z odchudzaniem przed świętami doprawdy nie był najlepszy. Bo najpierw trzeba oczyścić organizm. I my będziemy go oczyszczać. Oczywiście po Świętach.

Ewolucja męskości, czyli finiszuje kaszomaniak przed pączkolubem!

Wróciłam ostatnio z morderczych zajęć na sali, być może nieco jędrniejsza, ale za to piekielnie głodna.

Pamiętam gdy w pewien zimowy poranek, tuż po treningu pływackim, wpatrywaliśmy się z Michałem w lśniącą gablotę cukierni, zastanawiając się, czy lepiej wziąć pączki z polewą czekoladową, czy też te nadziewane konfiturą z róży…Właściwie to po co męczyć się z decyzją?! „Sześć z polewą, sześć z różą i bajaderkę”- zamówiłam, a Michał wygrzebał z kieszeni banknot. Z pełnymi ustami szliśmy weseli przez oblodzony parking do samochodu. Michał odpalił silnik , a kiedy wóz się nagrzewał, my – niczym lwy na zdobycz- rzuciliśmy się na nasze wysokokaloryczne smakołyki. W niecały kwadrans nie było nawet okruszka, a po powrocie do domu połknęliśmy jeszcze po pizzy. Reguła „im więcej kalorii, tym gorzej” nie szkodziła nam…

Dziś, wydaje mi się, że Trener zrobił nam drenaż. Mózgów. Bo nie dość, że każe przychodzić na treningi punktualnie, wyciskać z siebie siódme poty to jeszcze trzymać DIETĘ! „Czy chcecie być grubi i wolno biegać?!” Sam cieniutki jak szuwary nad jeziorem, próbuje straszyć nas czarną wizją przyszłości niczym agent ubezpieczeniowy.
image
Jakby tego było mało po zajęciach na sali dopada nas Michał i Marcin, nowi członkowie GT RAT. Przekonują, że tylko system zero – jedynkowy jest skuteczną metodą pozbycia się paru kilo. Żadnego(!) cukru, nawet w owocach, za to mączne gluty i kasze mile widziane. Kiedy opowiadają o swoich wstrzemięźliwych racjach żywieniowych, bierze mnie podziw. Do tej pory sądziłam, iż przeciętny mężczyzna trafia do kuchni tylko po piwo w lodówce!

Świat zwariował! Słuchając całej trójki odnoszę wrażenie, że mężczyźni zabrali nam już wszystkie urodowe, kobiece tematy. Diety cud, gotowanie, wagę, depilację (choć to ostatnie dla niektórych nie jest jeszcze tak oczywiste;))… Ale chłopaki się starają. Wyglądają rewelacyjnie!

Męskość ewoluowała. Jak to jest…kiedyś typ “misio”, niczym Wojciech Mann, uosabiał ciepło, bezpieczeństwo, swojską rubaszność. Dziś gruby prezydent? Niewyobrażalne! Opasły prezenter wiadomości telewizyjnych? Wolne żarty. Grubi nie mogą być już nawet profesorowie, bo studenci nisko ich oceniają.

image

Gruby lider to lider rozlazły, niekonsekwentny, niezmotywowany, a nawet być może uzależniony od Mc Donalda. Właściwie gruby to może dziś być tylko zawodnik sumo, cukiernik i właściciel rosyjskiego przedsiębiorstwa naftowego.

W ostatnich latach zmiany są rewolucyjne, a ich przyspieszenie imponujące – wystarczy porównać : w ubraniu jesteśmy nie do poznania. Ja w rurkach, on w rurkach. Ja ogolona, on ogolony. On waży 50 kg i ja ważę 50 kg. On je sałatkę z octem jabłkowym i ja też. On nie żłopie piwa, ja nie żłopię. On ma bieliznę od Calvina Kleina i ja też. Tylko pod bielizną różnica. 😉

 image

Tak więc męska część populacji przejęła nasze tradycje bez szemrania co na dłuuuuuugie pożycie rodzinne rokuje. I dobrze wróży na przyszłość zważywszy, że mężczyźni wymierają podobno 😉

Kiepski ze mnie Indianin

 Jako dziecko uwielbiałam zabawy w Indian. Nie było w ogóle mowy o lalkach czy rysowaniu księżniczek. Byłam takim chłopczykiem w damskim ciele. To się jeszcze nasiliło, gdy zaczęłam się poważnie interesować sportem, piłką nożną, chodzeniem po drzewach, szalałam na łyżwach i rowerze. W pewnym momencie żonglowanie piłką super mi szło, ale okazało się, że do drużyny przyjmują tylko chłopców. W tamtych czasach nie było jeszcze damskich. Dramat straszny…

Zresztą… gdybym teraz miała wybór, pewnie nadal bym wolała…

A tak, nie mam WIELKICH, SILNYCH RAMION ani łydek niczym pnie drzew…

Ale zacznijmy od początku…

Uffff…. Co to był za miesiąc…! 

12(!) jednostek treningowych w tygodniu z jednym małym wyjątkiem w postaci Święta Niepodległości, praca, brak snu… I dalej tylko ciężej… Ale cóż, nie mogę narzekać. W końcu robię to co lubię, więc sama jestem sobie winna. Może to potrzebne, żeby rywal nie rozklepał mnie na kotlet schabowy w ciągu paru minut.

Jednak duma nie rozpiera… bo mimo iż dałam radę przez to wszystko przebrnąć, odkryłam nowe limity jakie wyznaczył mi mój organizm. Zaczęło się w październiku od próby na czas w pływaniu i bieganiu, by mieć jakiś punkt odniesienia na przyszłość. Cóż… prawda nie zawsze potrzebna mi do życia… Tylko o ile bieganie to nic nowego, również z moim pływaniem nie działo się dobrze. Miałam poważne zastrzeżenia co do siły ramion i od czasu zakończenia sezonu moje wyniki w basenie jeszcze się pogorszyły. 

A ponieważ silny tułów i ramiona dają pęd zmęczonym nogom, dlatego jesteśmy z Trenerem zagorzałymi zwolennikami stosowania ukierunkowanych ćwiczeń siłowo-wytrzymałościowych. Taki trening ma zupełnie inny charakter niż dźwiganie ciężarów z myślą posiadania budowy Pudziana.

image

Mi na samą myśl o siłowni przychodzi do głowy wielki pojemnik z serwatką w sklepie z odżywkami, mający na pudełku napakowanego kulturystę z głową, która jakby miała mu eksplodować. O dreszcz przyprawia mnie widok osiłków z wielkimi bicepsami rozrywającymi koszulki, posturą w trójkąt, czyli na górze duże silne ramiona i karczek, a w dole cienkie łydki. Jak mawia mój kolega architekt „Wielki i silny kark podtrzymywać będzie pustą główkę.”

image

Nasza siłownia mieści się na poddaszu, stare drewniane krokwie nadają jej swojski charakter. W środku została wydzielona strefa wolnych ciężarów, strefa urządzeń stacjonarnych oraz strefa cardio. Jest też pokój zabaw dla dzieci. Nie ma tu osiłków. Pewien szczupły młodzieniec na drążku podciąga się chyba z 50 razy. Kiedyś miałam zamontowany drążek w mieszkaniu, ale głównie suszyłam na nim ręczniki. Oczywiście jak w każdej siłowni sztanga jest najbardziej obleganym przyrządem, ale my wykorzystujemy pustą salę boksu i kattlebelle na ujędrnianie udek, i powiększanie karku.

image

Od razu po wejściu na siłownię dopadł mnie Trener i stwierdził: „Dołożę Ci jeszcze 2 kg na ręce “. Zaprezentował te nowe ćwiczenia, po czym stał nade mną i liczył. Już po drugiej serii myślałam, że ramiona mi wypadną z obojczyków. A w ramach odpoczynku kazał nam dźwigać wielką oponę od tira. Trzęsąc się jak galareta, wyglądałam jak stara baba z kanką mleka. Trener stał i patrzył na mnie z uśmiechem. Z jakiś względów pozwolił mi się zmordować do upadłego. Ze wstydu miałam ochotę włożyć sobie torbę na głowę bo nie muszę pisać, że szło mi najgorzej …

Wracając do domu zastanawiam się, tyle mówi się o zaletach bezstresowego wychowania, czy nie moglibyśmy od czasu do czasu, paść ofiarą łagodności Trenera? Choć z drugiej strony, patrząc na naszych piłkarzy mam wrażenie, że od wielu lat główną metodą treningową w polskich klubach jest głaskanie… Może na litość w sporcie nie ma co liczyć? Czy my sami na co dzień nie pobłażamy sobie za wiele- rozpuszczeni przez babcie, ciocie, nauczycieli? Trudno uzyskać wielki wynik w sporcie, jeśli jego uprawianie traktuje się jako hobby. Porażka musi być klęską, a wygrana —triumfem! 😉

Ostatecznie wyciągnęliśmy z Trenerem wnioski z tej bolącej lekcji – dodatkowe jednostki treningowe z myślą o zwiększeniu siły moich wątłych kobiecych ramion.

Nie dość, że rzeź niewiniątek jest w ogóle możliwa…to jeszcze może być pożyteczna…

Pójdę odpocząć. 

Foto.
Michał Kuczyński