Uroki sal gimnastycznych

Przygotowując się do IM nie mogliśmy sobie na to pozwolić, ale gdy tylko nadarzyła się okazja nie zastanawialiśmy się ani przez chwilę…

Do tej pory sale gimnastyczne, ze skrzypiącą klepką, przywodziły mi na myśl lata dziewięćdziesiąte. W mojej podstawówce, kilka razy w roku, stanowiły taneczny parkiet szkolnych dyskotek. Ubrania i torebki wieszało się na drabinkach do ćwiczeń. Pod ścianami stały ławeczki, na których siadywaliśmy po odtańczeniu morderczych twistów czy innych pląsów. Szczęśliwcy gasili pragnienie oranżadą, a nie jakimś izotonikiem. Aż tu nagle bęc, trzęsienie ziemi…

 

W XXI wieku zamiast podskakiwać z rękoma wyprostowanymi wzdłuż tułowia w rytm wspaniałych przebojów Lady Pank czy Perfekt, przeskakujemy przez rząd ławeczek w rytm regularnych krzyków trenera. „Nie ociągać się, dać z siebie wszystko! Dla odpoczynku 5 pompek!!!” – twardziel typu „żadnych jeńców” szczerzy kły i udaje, że rzucanie się na ziemię, robienie pompek, ćwiczenia przy drabinkach, przeskoki przez skrzynie, pilates i rozciąganie to nie żaden trening, tylko zabawa po pachy… Swojski chłopak, typ wojskowy. Po godzinie i 155(!) odpoczynkowych pompkach, serce wali mi jak młotem, ręce zdrętwiały, a kolana odmówiły posłuszeństwa. Ledwo dotarłam do domu i nawet gdyby sama Królowa Elżbieta podała mi pieczeń jagnięcą, zobaczyłaby wyraz tetmajerowskiego znużenia na mojej twarzy.

Ludzie mówią, że triathlon to sport zdrowy, rozwijający wszystkie partie mięśni, zapewniający spokój i relaks! Jęknę tylko – jedno jest pewne, po tylu gimnastycznych piruetach mogę spać spokojnie, nie martwiąc się o kontuzje mimo, iż listopad obfitował w całą masą jednostek treningowych

P.S. Czy wymyślono jakieś motywujące urządzenie? Prócz pejcza?… Grupa! :).